Takie sobie drzewka…Ale mogło być inaczej

Już niedługo rozpocznie się realizacja projektu na nasadzenia przy ul. Jana Pawła II w Kołobrzegu. Kosztująca  1 milion 800 tysięcy inwestycja może jednak się okazać inwestycją problemową, pojawiły się bowiem wątpliwości ze względu nie tylko na dobór roślin, ale również na warunki, które mogą im nie sprzyjać.  Po okresie gwarancyjnym może część z nich zniknąć podobnie jak część graficzna projektu, która nie jest dostępna dla wszystkich.  

W 2016 roku szczecińska firma „Trzy Małe Drzewka” jako zwycięzca przetargu, opracowała dla miasta Kołobrzeg projekt zagospodarowanie terenów zielonych zlokalizowanych w pasie drogowym Al. Św. Jana Pawła II (dawniej ul. Walki Młodych) w ramach projektu „Poprawa jakości środowiska w miastach na terenie Związku Miast i Gmin Dorzecza Parsęty”. Kiedy w końcu mamy już wykonawcę tych prac i wypadałoby przedstawić Czytelnikom, jak te tereny mają wyglądać, próbowaliśmy sięgnąć do oryginału, czyli projektu.

Okazuje się, że w dokumentacji projektowej dostępnej w sieci i rozstrzygnięciach przetargów nie zobaczymy części graficznej, czyli zwanej powszechnie wizualizacji projektu.  Zachowała się część opisowa, rysunki techniczne, ale część graficzna, mimo istnienia w spisie treści, w dokumentacji dostępnej jest nieobecna. Prawdopodobnie ze względu na prawa autorskie, ale czy prawami autorskimi nie są również objęte rysunki techniczne? To już jednak pytanie w osobnym temacie.

My do tej wizualizacji dotarliśmy, ale póki nie mamy zgody na publikację tej wizualizacji, możemy tylko patrzeć na to, jak inwestycja jest realizowana i czy zgodnie z projektem. Natomiast Czytelnicy będą musieli sobie uruchomić wyobraźnię, w czym postaramy się pomóc.

Aleja Jana Pawła II jest mieszkańcom znana – to dawna Walki Młodych, znana jeszcze z utworu „Płynie Parsęta”.  Starszym przypominać nie trzeba, młodsi niech zapytają wujka Google. To pas jezdni, który przedziela pas zieleni, z obu stron rosną drzewa. Kiedyś rosły tam krzewy różane – zresztą, to właśnie z róż Kołobrzeg słynął w okresie przedwojennym, ale i w okresie PRL były chętnie sadzone.

I właśnie ten teren ma być zagospodarowany całkowicie na nowo. Mają być nowe nasadzenia, piękna roślinność. Projekt zakłada wijące się wstęgi z nasadzonych rodzajów roślin. Największą i najbardziej efektowną z nich ma być pas bukszpanu, podświetlony od dołu. Niemniej właśnie ten wybór roślin wywołał niesmak i ogólne niezadowolenie znawców roślin.

Bukszpan to jedna z roślin, które jednocześnie potrafią leczyć i truć. Zawiera szkodliwe alkaloidy. Trujące są właściwie wszystkie jego części, są niebezpieczne dla człowieka, mogą alergikom sprawiać problemy nawet przy dotknięciu. Kto zje owoce bukszpanu lub jego listki, może mieć objawy podobne do silnego zatrucia. Człowiek liści może nie zje, ale ptaki, zwierzęta…? Na starszych krzewach bukszpanu pojawiają się owoce – są one najbardziej szkodliwe, a ptakom się już nie zabroni tego skubać. Zdajemy sobie sprawę z tego, że mew mamy dużo w mieście, ale to chyba nie jest najlepszy sposób na ich pozbycie się.

Bukszpan ponadto jest podatny na przędziorki, a tego szkodnika nie da się zwalczyć inaczej niż chemicznie. Oprysk powinno się robić nawet profilaktycznie, a w przypadku choroby pomogą tylko bardzo silne środki chemiczne, jak np. Bi-58, a to jest środek kontaktowy – co oznacza, że szkodzi każdemu owadowi, który może do krzewu podlecieć. Pszczołom, trzmielom – wszystkim. A do tego  jaja przędziorka nie boją się zimy i chętnie po wylęgu przenoszą się na inne rośliny. Domowym hodowcom tego nie trzeba tłumaczyć, inni – cóż, będą musieli żyć w „klimatycznym Kołobrzegu” i albo wdychać opary po opryskach (Bi-58 daje się we znaki ze dwa dni w warunkach domowych), albo patrzeć jak roślinka sobie choruje. Oczywiście, że jest to wariant najgorszy, ale podejmując się nasadzeń bukszpanu na taką ilość, należy się liczyć z ryzykiem. Jedna zarażona roślina potrafi – jak wełnowiec w sukulentach – zniszczyć całą kolekcję.

Projekt obejmuje montaż aż dwustu dziewięćdziesięciu ośmiu opraw doziemnych oświetlających bukszpan w formie strzyżonej.

W trakcie przetargu na wykonawcę pojawiały się zapytania, czy na przykład można zmienić szafirek na inną roślinę ze względu na brak o tej porze roku cebulek w hurtowniach. Może być zmieniona, ale wyglądem i wielkością  musi szafirek przypominać. Ale szafirek zasadzony w październiku może już na wiosnę zakwitnąć, raczej nie odwrotnie… Prawidłowe zimowanie niektórych cebulek daje gwarancję kwitnienia w najbliższym okresie wegetacyjnym.

Trzmielina – kolejna roślina z planowanych nasadzeń najlepiej rośnie z nasion, a rozmnażanie przez sadzonki wymaga minimum troski. Roślina jest podatna na grzyby przy dużej wilgotności, której w Kołobrzegu nie brakuje. Zarażone grzybami sadzonki należy usunąć.

Bodziszek czerwony nie jest wskazany do półcienia – kantabryjski już tak, widać więc rozbieżność zapotrzebowań gatunków tego rodzaju. Bodziszki najlepiej rozmnażać z nasion i… tu jest kłopot. Nasiona zbiera się latem, gdy torebka z nasionami zbrązowieje i trzeba to robić bardzo ostrożnie, gdyż po prostu strzelają w powietrze. O samosiejki – a co za tym idzie: dezorganizację zaplanowanej kompozycji – może być w tym momencie bardzo trudno.

Niektóre gatunki heuchery – żurawki z kolei najlepiej nadają się na skalniaki. To trochę inne podłoże niż to na Jana Pawła II.

Szałwię sadzimy z rozsady dopiero w maju po „zimnych ogrodnikach”, kiedy jest pewność że przymrozki nie powrócą – inaczej istnieje ryzyko, że roślina się nie przyjmie. Szałwia omszona, która jest właśnie w projekcie nasadzeń,  wymaga stanowiska słonecznego. Jest rośliną ciepłolubną i najlepiej czuje się na glebie dość suchej, luźnej i żyznej. Widać przy tym zupełnie inne zapotrzebowanie glebowe niż pozostałych roślin.

Cebulki cebulicy – kolejnej rośliny z planowanego zestawu,  sadzimy najczęściej we wrześniu – październiku. W ostre zimy może przemarznąć, dlatego warto pomyśleć o lekkim odkryciu na zimę. Czego z kolei nie potrzebują inne rośliny, którym może być pod okryciem po prostu za gorąco i okres niezbędnego spoczynku może zostać zakłócony.

To tylko niektóre rośliny z planowanych nasadzeń. Najmniej problemów sprawiają barwinki – i nie jest to żadna aluzja do naszego radnego – oraz funkie (hosty), choć i te, by cieszyły oko, muszą mieć odpowiednie warunki.

Jeżeli hobbyści roślinni zauważają problemy w doborze roślin, to co innego mogła zauważyć fachowiec, jakim była inż. Anna Małgorzata Panasewicz, biegła z zakresu architektury krajobrazu z Gdyni. W materiale dla portalu e-kg. pl wypowiedziała się jednoznacznie: „całość trąci doborem prosto z ogródków działkowych, a nie właściwym i przemyślanym dla tego miejsca”. To ona właśnie zwróciła również uwagę na podświetlenie, które może niszczyć system korzeniowy roślin. Całość można przeczytać tutaj.

A jak wiadomo, osłabiona roślina jest szczególnie podatna na choroby. Dodatkowym aspektem jest nasłonecznienie. Jak wiadomo, w jednych miejscach światła słonecznego jest więcej, w innych mniej. To jednak sprawi, że zaprojektowane w realizowanej inwestycji rośliny zaprojektowane będą rosły nierównym przyrostem, a według projektu powinny to być równe wstęgi poszczególnych rodzajów.

A tymczasem wystarczyło przeszukać zasoby pomysłów Kołobrzeżan. Okazuje się, że za czasów prezydentury Janusza Gromka,  już w roku 2015 kołobrzeska architekt Monika Buśko – Kuś  zaprojektowała ten pas zieleni najprościej i urokliwie. Znając teren, zapotrzebowanie, uroki klimatu kołobrzeskiego zaproponowała rozwiązanie, które urzeka w swojej prostocie. Paprocie – zapomniane, większość zna je tylko z lasu, a tymczasem gatunki paproci potrafią zachwycić oko feerią barw jesiennych. Bluszcz to nie tylko ten, który widzimy w parkach na drzewach – to również ozdobne gatunki, jak na przykład na tym projekcie – wielkolistny. Całości projektu dopełniły konwalie, które zapachem urzekają i każdy o tym wie. Iluminacja natomiast nie ingerowała w system korzeniowy, bo oświetlała koronę drzew, a nie nasadzenia. Dodatkowym pomysłem było zastosowanie zielonego filtru, co naprawdę może robić wrażenie.

Trzy rodzaje roślin w projekcie, a widok potrafił zachwycić z samej tylko wizualizacji. Zapotrzebowanie glebowe – podobne, podatność na choroby – niemal żadna, dodatkowo są to rośliny bezobsługowe, czyli takie, które wymagają minimalnego podcięcia i pielęgnacji. Można? Można. Czasem trzeba więcej zapłacić za projekt, bo jego realizacja wyjdzie znacznie taniej za równo w wykonaniu, jak i w utrzymaniu. U nas ciągle mamy na odwrót…

Pokazujemy Państwu, jak Aleja Jana Pawła  mogła wyglądać. Architekt zaprojektowała ten pas zieleni w ramach Budżetu Obywatelskiego już pięć lat temu, za czasów prezydentury Janusza Gromka. Odkopaliśmy go z czeluści internetu teraz całkiem przypadkiem. (Dalsza część tekstu poniżej)

Jak będzie wyglądała Aleja – przekonamy się wkrótce.  Jak zapewnia Michał Kujaczyński, rzecznik prezydenta, magistrat dopełni wszelkich formalności i starań, aby ta zieleń wyglądała tak, jak zaprojektowano. Wykonawca daje 5 lat gwarancji na te nasadzenia. Pozostaje nam czekać, w sumie wszystko jest lepsze niż sama trawa pomiędzy drzewami. Tylko dlaczego takim kosztem…? Na to już nie odpowiemy.

PS. Uwagi odnośnie roślin są wyłącznie prywatnymi uwagami autorki, prywatnie hobbystki egzotycznych roślin. Proszę ich nie brać pod uwagę w żadnych poważnych bądź niepoważnych dyskusjach, choć moje doświadczenia i z wełnowcami, i z przędziorkiem są warte osobnego artykułu. Pozdrawiam wszystkich miłośników roślin. Może nie będzie tak źle, ale świadomość, jak mogłoby być, trochę tę nadzieję przyćmiewa.