Dobre duchy nad Dobrą

Razu pewnego, przed wiekami, Dobro i Zło odwieczną wojnę między sobą tocząc, bitwę wielką na Równinie Nowogardzkiej rozgrywały. Kłębiły się tedy zastępy sił ciemnych i jasnych nad głowami zdumionego pospólstwa tak chyżo, że jeno kłęby chmurne na niebie widać onówczas było. A skoro roztrzygnąć boju ni jak, zaś hufce po obu stronach utrudzone, ugodziło się tedy Dobro i Zło, by rozejm krótki ustanowić.

Zjechawszy naonczas z niebios w postaci Księcia i Biskupa (a kto kim był? – sami rozeznajcie), zamek ujrzeli dumnie się na wzgórzu wznoszący, a pod nim lichutką osadę.

Wyślijmy przodem giermków swoich do zamczyska – rzekło Dobro – by o gościnę i posiłek dla nas poprosili”.

Zgoda – Zło odrzekło – Ale jeśli jej nam wzbronią, to zamek mnie w udziale przypadnie!”.

„Grzech strudzonego wędrowca nie ugościć – Dobro na to – Przeto mniemam, że moją będzie ta dumna forteca”.

Ale że giermkowie, po długim boju, żałosną postać przedstawiali, przeto ich na zamku za żebraków wzięto i nim wytłumaczyć się zdołali, brytanami groźnymi ich poszczuto.

Ha! – zaśmiało się Zło – Mnie zamek przypadł! Ciekawym czy i podzamcze wezmę?”.

Zajechali tedy do karczmy – tej samej co do dziś kole rynku stoi – i ugodzili, że jeśli jadło dobre będzie, to osada Dobru przypadnie, jeśli zaś złe, to Złu. Ale że Zło sprytne było, tedy na arbitra przeforsowało swego pachołka, któren wszem i wobec Obrzydusem był zwan, a to po temu, że wszystko mu się obrzydliwym zdało. I nawet jak sobie dobrze podjadł, to zwykle o jadle z obrzydzeniem źle gadał. A tu wnosi karczarz dopiero co z kotła wyjęte parujące pęto kiełbasy doberskiej. Że aż ślinka cieknie… I już by Dobro sięgnąć poń do michy chciało, ale go Zło powstrzymało:

Niechaj się Obrzydus pierwej obeżre!

Takoż i rzucił się na doberską zły pachołek. I wielce się Zło rozeźliło, gdy onego zapytano jaka ta kiełbasa, a Obrzydus jeno – uszami trzęsąc, jakby nimi jaki sztorm pod Trzęsaczem targał – krzyknął:

Dobra!

Tedy wzięło oną osadę Dobro pod opiekę. Przywołało jeszcze raz karczmarza, zapytawszy go:

Jak zwie się wasza miejscowość, dobrodzieju?

A on, że się w ogóle nie zwie, że to są ino dobra nowogardzkie. Na co Dobro rzekło, iże wolą książęcą i biskupią one dobra właśnie swoje prawa miejskie uzyskają i ów civitas novum po wsze wieki zwać się będzie Dobra. Co też i się stało. Zło zatem zamek wzięło pod kuratelę, Dobro zaś Dobrą. A jako że złe wiatry bez przerwy nad fortecą szalały, to i jeno po niej wyszczerbione mury zostały. Zaś miasto rozliczne losy przeżywało, niejeden raz bidę nyndzą cerując, ale nawet i w czas najchudszy dobre duchy go nie opuszczały, bo to przecież…Dobra!

 

Tekst i zdjęcie: Jaro Reski 

kpdreskiego.blogspot, zobacz FB: tutaj

Kraina Poplątanych Dróg, zobacz FB: tutaj

prawa autorskie zastrzeżone