Pozyskiwanie zabytków a sprawa podziękowań. MOP w Kołobrzegu pominęło tych, którzy wydobyli szczątki „Latającej Fortecy”?

Od kilku lat jednym z kierunków prac naukowo-badawczych Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu jest poszukiwanie, wydobycie, zabezpieczenie oraz prezentacja elementów wraków samolotów, które uczestniczyły w działaniach wojennych, prowadzonych we współczesnych granicach Polski. Aktywność ta związana jest z tworzeniem nowej, stałej ekspozycji pt.: „Archeologia lotnicza”, która stanowić będzie element budowanego oddziału Muzeum – Muzeum Lotnictwa i Techniki Wojskowej w Rogowie. Na dzień dzisiejszy Muzeum prowadzi prace badawcze przy kilku wrakach lotniczych, znajdujących się w różnych rejonach Polski. Prace te są możliwe dzięki współpracy z wieloma instytucjami, organizacjami oraz osobami prywatnymi” – tak brzmi oficjalna zapowiedź wystawy, którą już niedługo zobaczymy w Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu.

Wystawa dotyczy elementów wraku Latającej Fortecy, którą wydobyto z jeziora Stolsko. Latająca Forteca nr 44-6117 wystartowała z bazy w Bassingbourn w środkowo-wschodniej Anglii rankiem w środę 21 czerwca 1944 r. wraz z innymi samolotami 91 Grupy Bombowej.

Odrobina historii…

Samolot numer 44-6117 (LG-Q) został trafiony pociskami kalibru 20 mm w zbiorniki paliwa w lewym skrzydle, tuż za wewnętrznym silnikiem, oraz w lewy statecznik poziomy. Skrzydło stanęło w ogniu, dowódca, z trudem kontrolując lot uszkodzonego bombowca, natychmiast rozkazał zrzucić bomby, aby zapobiec eksplozji niebezpiecznego ładunku. Samolot powoli tracąc wysokość towarzyszył jeszcze formacji bombowców do czasu, gdy zmieniła ona kurs na południowo-wschodni w okolicach miejscowości Neubrandenburg rozpoczynając manewr wejścia na kurs bojowy. W tym miejscu Forteca 44-6117 opuściła szyk lecąc na wschód, ciągnąc za sobą smugę dymu i ciągle obniżając pułap. Dowódca samolotu, widząc, że nie ma szans na kontynuowanie lotu, wydał rozkaz opuszczenia maszyny. Sześciu członków załogi wyskoczyło w okolicach miejscowości Neubrandenburg (załogi pozostałych samolotów raportowały o sześciu spadochronach). Ostatni raz widziano uszkodzoną Fortecę na wysokości ok. 5 tys. metrów. Samolot leciał stabilnie obniżając wysokość. Wkrótce potem maszynę opuściło pozostałych trzech lotników. Uszkodzony samolot, już bez załogi, lotem ślizgowym doleciał do znajdującej się 22 kilometry na północny-zachód od Szczecina miejscowości Stolec z impetem uderzając o godzinie 10.08 o powierzchnię pobliskiego jeziora Stolsko. Przy uderzeniu o taflę wody pędzący z szybkością ok. 250 km na godz. samolot rozpadł się tracąc nadwyrężone i wypalone lewe skrzydło a wrak ugrzązł w mulistym dnie w okolicach wyspy w środkowej części jeziora. Po walce z niemieckimi myśliwcami wszyscy członkowie załogi Roberta O’Bannona wyskoczyli na spadochronach zanim ich samolot spadł do jeziora. Niestety, tylny strzelec nie przeżył skoku. Prawdopodobnie został ostrzelany w powietrzu przez myśliwca Luftwaffe, gdyż załogi innych samolotów zaobserwowały atak samolotów niemieckich na amerykańskich lotników opadających na spadochronach. Możliwe również, że zmarł w wyniku ran odniesionych w pojedynku z atakującymi samolotami wroga. W chwili śmierci Amos F Estrada miał 24 lata. Ciało lotnika zostało znalezione przez okoliczną ludność i pochowane 22 czerwca rano na lokalnym wiejskim cmentarzu. Po wojnie zwłoki lotnika ekshumowano i przeniesiono na Amerykański Cmentarz Wojskowy w Ardenach w Neupres w Belgii (Ardennes American Cemetery and Memorial), gdzie spoczywają w kwaterze lotników amerykańskich poległych w walkach nad Europą. Lotnik pochowany jest w 4 grobie, w 5 rzędzie w kwaterze D cmentarza.

Eksploracja jeziora

Przez środek jeziora Stolsko przebiega granica polsko-niemiecka. Elementy wraku maszyny zostały rozrzucone po obu jej stronach. Przez pewien czas fragmenty wraku były widoczne nad lustrem wody jeziora, lecz z mijającym czasem zatonęły w mulistym dnie i rozbity samolot zniknął z pola widzenia. Niemcy uznali wrak za nie nadający się do wydobycia i pozostawili go w jeziorze. Zaraz po wojnie Rosjanie wymontowali uzbrojenie z rozbitego samolotu.

Eksploracja szczątków Latającej Fortecy trwała od 1989 roku. Jak informuje Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu: „Prace eksploracyjne grupy poszukiwawczej Muzeum Motoryzacji i Wojskowości trwały do 2020 r. a wydobyte elementy i podzespoły bombowca przekazane zostały do Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu”. Wydobyte elementy Latającej Fortecy z Jeziora Stolsko wraz z silnikiem maszyny, która rozbiła się nad Zalewem Szczecińskim, można będzie oglądać do końca czerwca 2021 roku na dziedzińcu Muzeum Narodowego w Szczecinie – Muzeum Tradycji Regionalnych (ul. Staromłyńska 27). W lipcu zostaną przewiezione do Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu (ul. Emilii Gierczak 5), a docelowo trafią do Muzeum Lotnictwa i Techniki Wojskowej w Rogowie.

Dyrektor Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu Aleksander Ostasz składa szczególne podziękowania za pomoc w ratowaniu zabytków techniki lotniczej: Arkowi Siewierskiemu ,,Woodhaven”, Piotrowi Wit, Muzeum Motoryzacji i Wojskowości w Tanowie oraz Fundacji Rozwoju Regionalnego Bielik.

Powyższe informacje oraz fotografie pochodzą z oficjalnej prasowej zapowiedzi, jaką dziennikarze otrzymali od Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu. 

Kogo zabrakło przy podziękowaniach…?

W podziękowaniach nie ma jednak słowa o grupie, która te szczątki wydobywała. Jacek Kowalewski, prezes Szczecińskiej Grupy Eksploracji Podwodnej „Gryf”, wypowiedział się jednoznacznie w tej sprawie:

  • Ostatnio na portalach ukazała się informacja o wystawie w Muzeum narodowym w Szczecinie, dotyczącej pokazania szczątków „Latającej Fortecy” wydobytej z jeziora Stolsko. Chciałbym się odnieść do pewnych spraw, które wystąpiły przy tej akcji. Żeby mieć dobry obraz tej sytuacji muszę Was poinformować, że moja grupa wydobywa różne zabytki i robi to na własny koszt. Takie mamy powołanie. Nie korzystamy z dotacji państwowych, nie korzystamy ze sponsoringu.  Jeżeli chodzi o ten samolot, to co nas tak bulwersuje: bulwersuje nas to, że zrobiliśmy to dla konkretnego Muzeum: Motoryzacji i Wojskowości w Tanowie. Wykazaliśmy się niesamowitą determinacją, żeby to wydobyć i co się dzieje dalej…? Zabiera to muzeum państwowe. Ale to nie jest jeszcze dla nas straszne, bo taki był cel, żeby te zabytki były oglądane. Bulwersuje nas to, że nie stać tego muzeum na podziękowania. Zwykłe podziękowania, wymienienie nas oraz naszych kolegów z fundacji Stowarzyszenie Grupa Warowna Bastion Szczecin, która też się zajmuje pozyskiwaniem zabytków dla społeczności lokalnej. Są wszyscy wymienieni. Wszyscy – oprócz nas.

Jacek Kowalewski przypomina również o innej akcji: wydobycia torpedy, która się okazała bronią V-3.

  • Jako pierwsza miała komputer, o czym nikt nie wiedział. Dopiero po jej wydobyciu, przebadaniu okazało się, że to jest rarytas światowy. Jaki jest tego finał? Za to nas spotkała prokuratura oraz donosy na policję. Przeprowadzono śledztwo, które oczywiście zostało umorzone – informuje.

Prezes „Gryfa” zwraca się jednak bezpośrednio do dyrektora MOP w Kołobrzegu:

  • Mam takie pytanie, panie dyrektorze w Kołobrzegu: czy przy tych szczątkach, które pan wziął, tego wyposażenia, znajdzie się chociaż jedna kartka, że wydobyli to nurkowie z „Gryfa” przy pomocy kolegów ze Stowarzyszenia Grupa Warowna Bastion? Czy chociaż tyle państwo może zrobić dla takich poszukiwaczy jak my? Myślę, że powinien pan to przemyśleć, że jeśli korzysta pan z owoców czyjejś pracy, to powinien pan za to chociaż przyzwoicie podziękować – podsumowuje prezes „Gryfu” i w podsumowaniu wielu sytuacji pyta retorycznie na koniec: – Czy to nie jest nowa metoda pozyskiwania zabytków: złożyć donos na poszukiwaczy, a potem zabrać zabytek…? Wojewódzki Konserwator Zabytków nie musi zwracać kosztów ani występować o nagrodę dla poszukiwaczy. Dostaje ją dyrektor – bo „zdobył” zabytek…

Dyrektor MOP otrzymał zapytania dotyczące tej sprawy drogą mailową. Zapytaliśmy również o to, czy dyrektor zamierza przeprosić właścicieli muzeów prywatnych za nazwanie tych muzeów „sklepami” (o tej sprawie pisaliśmy tutaj) Niestety, do tej pory na zadane pytania nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Gdy tylko je otrzymamy,  opublikujemy stanowisko dyrektora na łamach naszego portalu.

Żaneta Czerwińska

fot. MOP Kołobrzeg