Historia jednego zabytku. Czym jest „swobnicka moneta”?

Weekendowe prace archeologiczne na zamku w Swobnicy doprowadziły do niezwykłego odkrycia, którego autorem był najmłodszy eksplorator tajemnic Wildenbruch – dwunastoletni Milan Maziarz.
Znalezisko rozpaliło wyobraźnię wszystkich uczestników poszukiwań, wszak to rzecz wyjątkowa. O poszukiwaniach na zamku w Swobnicy pisaliśmy tutaj. Oto rzymski sestercius – wykonana ze szlachetnego stopu orichalcum (zbliżonego do mosiądzu), duża moneta (średnica 35 mm, waga 25 gramów), stanowiąca ¼ wartości srebrnego denara, datowana na okres panowania cesarza Marka Salwiusza Otona, czyli 69 rok naszej ery. Unikatowy okaz stanowiący zapewne ułamek rozgrabionej zamkowej kolekcji. Tak się wydawało po pierwszych poszukiwaniach źródłowych.
Na awersie przedstawiono głowę cesarza Otona zwróconą w prawo z łacińskim opisem na otoku • IMP • OTHO • CAESAR • AVG • TRI • POT• Na rewersie Oton stoi tuż przed ołtarzem i wyciąga rękę do jednego z czterech żołnierzy niosących sztandary. Na otoku umieszczono napis • SECVRITAS • P • R • i poniżej SC. W rozwinięciu napis na awersie to Imperator Otho Caesar Augustus Tribunicia Potestas, na rewersie Securitas Publicae Rei oraz S C – senatus consulto.
Moneta miałaby pochodzić z tzw. roku czterech cesarzy. A kimże był cezar Marcus Salvius Otho i o co chodzi?
Krótkie spojrzenie na biogram władcy i robi się ciekawie, śmiesznie i strasznie zarazem. Otho urodził się w starej bogatej rodzinie etruskiej w 32 roku. Ponoć nie był grzecznym dzieckiem za co ojciec karcił go batem. Odkąd podrósł nieco korzystał z uroków rzymskiego życia, szczególnie w czasie bliskiej (niektórzy twierdzą, że nawet bardzo bliskiej) znajomości z sadystą Neronem (panował 54-68), która skończyła się uwiedzeniem przez cesarza jego żony Poppei Sabiny, która w konsekwencji tego czynu stała się żoną Imperatora Nerona. Otho został wysłany albo zesłany jako namiestnik Lusytanii na Półwysep Iberyjski i od razu wykoncypował że się zemści. Tam poznał innego namiestnika, starszego od siebie Galbę, który zbuntował się przeciwko Neronowi. Wrócił z nim do Rzymu, gdzie Galba po samobójstwie Nerona (wbił sobie sztylet w szyję), sięgnął po wieniec zwycięzcy zostając kolejnym cesarem (panował od 9 czerwca 68 roku). Otho liczył na wdzięczność i namaszczenie go na następcę władcy, kiedy jednak zdał sobie sprawę że to się nie stanie, zawiązał spisek i przy pomocy pretorianów zamordował Galbę ogłaszając się cesarzem. Długo jednak nie porządził, bo tylko do 16 kwietnia 69 roku. W tym bowiem czasie na tytuł cezara nabrał chęci kolejny namiestnik Witeliusz, który ruszył z legionami nadreńskimi z Germanii Dolnej na Rzym. Oddziały Otona stawiły im opór w północnych Włoszech. Walczyli dzielne a spór pozostał nierozstrzygnięty.
I tu następuje zwrot akcji… Według zapisów Oton, by uchronić kraj przed dalszym rozlewem bratobójczej krwi, zdecydował się popełnić samobójstwo. A było tak:
Jesteśmy w obozie na linii frontu. Według Swetoniusza opisującego żywoty cezarów „…już nad ranem, po przebudzeniu przebił się jednym pchnięciem poniżej lewej piersi. Na pierwszy jego jęk wdarto się do sypialni, lecz Oton już konał, to zakrywając ranę, to znów ją odsłaniając. Zaraz także, zgodnie ze swym poleceniem, został pogrzebany […] Wielu spośród żołnierzy obecnych przy jego śmierci zalewało się łzami, pokrywało pocałunkami ręce i stopy leżącego, nazywając go wobec wszystkich najdzielniejszym mężem, wzorem cesarza, i zaraz na miejscu, niedaleko stosu pogrzebowego, życie sobie odbierało. Również wielu spośród nieobecnych, otrzymawszy tę wiadomość, z żałości chwytało za broń i zabijało się nawzajem.”. Strasznie się zrobiło.
Jego następca miał tylko krotką satysfakcję, gdyż z początkiem lipca legiony w Egipcie postanowiły wybrać własnego cesarza. Ich wybór padł na Wespazjana, który w tym czasie pacyfikował powstanie żydowskie w Palestynie. Ostatecznie Witeliusz został zamordowany 21 grudnia 69 roku, a Wespazjan został kolejnym cesarzem.
Imperator Otho rządził tylko trzy miesiące, jednak z okresu jego panowania zachowało się wiele monet – aureusów i srebrnych denarów, które musiał wybijać w znacznej ilości. Tego typu znaleziska znane są także z terenów polskich. Są to zazwyczaj niewielkie monety o średnicy około 20 mm i wadze 3,5-7,5 gramów. A co z sestercami, jak uważano wykonywanymi z orichalcum – czyli według Platona: szlachetnego metalu wydobywanego w różnych częściach zaginionej Atlantydy?  Mimo poszukiwań nie odnaleziono ani jednego egzemplarza.
Na trop wyjaśnienia zagadki badacze wpadli przeglądając zbiory British Museum. „Swobnicka moneta” to cudowna kompilacja wiedzy, fantazji i zdolności wytwórcy – artysty, bo przecież nie fałszerza.
To dzieło Giovanniego Cavino (1500-1570) bądź jego uczniów z Padwy. Cavino pracował jako złotnik, rzeźbiarz i rytownik. Wspólnie z erudytą Alessandro Bassiano opracował metody wytwarzania znakomitych imitacji monet antycznych zwanych odtąd „padwanami”. Jakość reprodukcji sprawia, że niezwykle trudno jest zidentyfikować je jako podróbki.
I choć odkryta moneta wygląda na bardzo starą, z nierówną powierzchnią i nieregularnym wizerunkiem, to w tym wypadku pomylono fakty wprowadzając elementy różnoczasowe, ale to już temat na inną opowieść.
Czas na podsumowanie badań jeszcze przyjdzie. Dzisiaj dziękuję wszystkim zaangażowanym wolontariuszom, stowarzyszeniom, instytucjom, dobroczyńcom za wsparcie poszukiwań w Swobnicy – mówi dr Przemysław Kołosowski, organizator i koordynator prac w Swobnicy.
Fot. Robert Maziarz