Krytyczny raport NIK. „Na dnie Bałtyku tykają ekologiczne bomby”

Raport Najwyższej Izby Kontroli o stanie czystości Morza Bałtyckiego nie pozostawia złudzeń. Zatopiona po II wojnie światowej broń i amunicja chemiczna to jedno z głównych zagrożeń, oceniane przez NIK jako „bomby tykające na dnie morza”. 

Zarówno administracja morska jak i ochrony środowiska nie rozpoznawały zagrożeń wynikających z zalegania w zatopionych na dnie Bałtyku wrakach ropopochodnego paliwa i broni chemicznej. Nie szacowały też ryzyka z nimi związanego i skutecznie nie przeciwdziałały rozpoznanym i zlokalizowanym zagrożeniom. Może to doprowadzić do katastrofy ekologicznej na niespotykaną skalę. Największe zagrożenie stanowią pochodzące z okresu II wojny światowej Stuttgart i Franken. Z pierwszego już wydobywa się paliwo, drugi, z powodu korozji może się zapaść w każdej chwili i spowodować ogromną katastrofę ekologiczną. Do tego w rejonie Głębi Gdańskiej może spoczywać na dnie co najmniej kilkadziesiąt ton amunicji i bojowych środków trujących (BŚT), w tym jeden z najgroźniejszych iperyt siarkowy. Od wojny już kilkakrotnie doszło do poparzenia nim rybaków i plażowiczów – wskazuje raport Najwyższej Izby Kontroli. 

Eksperci uważają Bałtyk za jedno z najbardziej zanieczyszczonych mórz na świecie, jego zdolność do samooczyszczania ulega stopniowemu zmniejszaniu. Jednym z głównych powodów zanieczyszczeń Morza Bałtyckiego jest m.in. broń i amunicja chemiczna, zatopiona po II wojnie światowej. Na dnie Morza Bałtyckiego, w tym w polskich obszarach morskich, zalegają setki wraków statków, a także broń chemiczna – pozostałości głównie po II wojnie światowej i okresie zimnej wojny.

Z danych posiadanych przez Biuro Hydrologiczne Marynarki Wojennej wynika, że w polskich obszarach morskich zalega ponad 415 wraków, z których około 100 znajduje się w Zatoce Gdańskiej. Wraki spoczywają również w zachodniej części wybrzeża, m.in. na podejściu do Portu Świnoujście, gdzie ze względów nawigacyjnych po II wojnie światowej częściowo je usunięto, jednak ich zbiorniki nadal pozostają na dnie. Kilka małych wraków zalega również w Zalewie Wiślanym. Przynajmniej kilkadziesiąt z nich z pewnością posiadało duże ilości paliwa, którego część potencjalnie znajduje się w ich wrakach. Do największych należą: Wilhelm Gustloff, Steuben, Stuttgart, Goya i Franken (patrz: rysunek).

Badania Instytutu Morskiego w Gdańsku dotyczące wycieków ciężkiego paliwa z pozostałości wraku statku pasażerskiego Stuttgart, przeprowadzone w 2016 r., potwierdzają wcześniejsze wyniki badań tego Instytutu (z 2009 r.), wskazujące na „lokalną katastrofę ekologiczną”.

 

Zgodnie z postanowieniami Konferencji Poczdamskiej, po zakończeniu II wojny światowej państwa koalicji antyhitlerowskiej przystąpiły do zatapiania broni i amunicji, w tym chemicznej. W sytuacji ówczesnego braku wiedzy jak zniszczyć broń chemiczną, metoda jej neutralizacji przez zatapiania była szybka, nie wymagała dużych nakładów finansowych, dawała także pewność, że broń ta nie zostanie wydobyta i wykorzystana.

Początkowo broń chemiczną zatapiano na głębokości co najmniej 4000 m, jednak ze względów ekonomicznych obniżono to kryterium, przez co dziesiątki tysięcy ton amunicji trafiło nie tylko do oceanów, ale i do mórz, w tym do płytkiego Bałtyku. Po II wojnie światowej w Morzu Bałtyckim zatopiono co najmniej 40 tysięcy ton amunicji chemicznej, zawierającej ok. 13 000 ton bojowych środków trujących. Wskutek m.in. niepełnej dokumentacji dotyczącej ilości i miejsc zatopień, dane te nie stanowią zamkniętych zbiorów.

Na bałtyckie „składowiska” trafiała często broń chemiczna razem z amunicją konwencjonalną, co stwarza dodatkowe niebezpieczeństwo wybuchu. Do morza wrzucano pojemniki zawierające bojowe środki trujące, nierozbrojone bomby i pociski artyleryjskie. Poparzenia bałtyckich rybaków wyłowioną bronią chemiczną zdarzają się do dzisiaj. Od 1952 r. w polskich obszarach morskich odnotowano 29 przypadków kontaktu z wyłowionymi z morza środkami bojowymi z okresu II wojny światowej. Najczęściej broń chemiczną znajdowano podczas połowu ryb.

Zatopiona w Morzu Bałtyckim broń chemiczna może mieć wpływ na wszelkie przejawy działalności człowieka na morzu: na załogi kutrów rybackich, załogi statków wykonujących inżynieryjne prace podwodne, nurków wykonujących prace podwodne, załogi statków badawczych eksplorujących dno morskie, załogi jednostek pływających, pracowników portowych obsługujących statki zawijające do portów, załogi jednostek ratowniczych i turystów, którzy uprawiają nurkowanie turystyczne i kąpiele morskie. Każdy przypadek wyłowienia uwolnionego bojowego środka trującego może spowodować skażenie odkrytych części ciała ludzkiego, złowionych ryb, sieci oraz pokładu kutra.

Najwyższa Izba Kontroli ocenia negatywnie niepodejmowanie przez organy administracji morskiej oraz ochrony środowiska właściwych działań mających zapobiegać zagrożeniom wynikającym z zalegania materiałów niebezpiecznych na dnie Morza Bałtyckiego.  Międzynarodowe projekty badawcze wskazały, że w polskich obszarach morskich zalega broń chemiczna, wyprodukowana głównie w Niemczech w latach 1935–1945, a zatopiona przez aliantów po II wojnie światowej. Jednak mimo tych ustaleń oraz informacji krajowych instytutów badawczych wskazujących na zagrożenia wyciekiem paliw z wraków statków zatopionych w wyniku działań wojennych,  organy administracji morskiej oraz ochrony środowiska nie przeprowadziły analizy zagrożeń związanych z zatopionymi materiałami niebezpiecznymi. W szczególności dotyczy to braku pełnego rozpoznania w polskich obszarach morskich wszystkich miejsc zalegania broni chemicznej i wraków zatopionych statków, które stanowią poważne zagrożenie dla środowiska morskiego.

Wraz z postępującą korozją wraków statków, pojemników i beczek z bronią i amunicją chemiczną oraz zwiększającą się eksploatacją zasobów Morza Bałtyckiego wzrasta ryzyko przedostawania się szkodliwych substancji, czyli paliw i produktów ropopochodnych, bojowych środków trujących i produktów ich rozpadu,  do wód i dna Bałtyku oraz organizmów w nim żyjących. Wzrasta również ryzyko nagłego wycieku tych substancji wskutek zapadnięcia się skorodowanych wraków i rozszczelnienia pojemników z bojowym środkiem trującym. Pomimo powszechnie dostępnych informacji o tych zagrożeniach, zarówno administracja morska – w tym Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej oraz dyrektorzy urzędów morskich, jak i administracja ochrony środowiska: Minister Środowiska oraz Główny Inspektor Ochrony Środowiska, nie rozpoznały, a w konsekwencji tego nie przeciwdziałały skutecznie tym zagrożeniom – wskazuje raport NIK.

Na ponad 415 wraków statków zalegających w polskich obszarach morskich zbadano zaledwie ok. 2% z nich i nawet w przypadku jednostek, w których stwierdzono zagrożenie związane z wyciekiem paliw i substancji ropopochodnych, nie podjęto szybkich i skutecznych działań w oparciu o art. 2 i 21 ustawy o zarządzaniu kryzysowym, m.in. w zakresie przygotowania do przejęcia kontroli nad zagrożeniami, a także usunięcia skutków zdarzenia już powstałego oraz odtworzenia zasobów.

Już w raportach Instytutu Morskiego w Gdańsku sporządzonych w latach 2001–2002, dotyczących monitoringu skażeń w rejonach zalegania wraków wskazywano, że najbardziej skażone jest środowisko dna polskich obszarów morskich w otoczeniu wraku Stuttgart. Minister Środowiska we współpracy z Ministrem Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej zapewnił wprawdzie sfinansowanie w 2015 r. „Badań oraz analizy zagrożeń dla środowiska morskiego, jakie stanowi
wrak statku Stuttgart wraz z analizą istniejących technologii utylizacji zagrożenia i możliwości ich wykorzystania”, jednak żaden z tych organów nie podjął działań rekomendowanych w raporcie, w którym wskazano na postępującą „lokalną katastrofę ekologiczną” w rejonie wraku w Zatoce Puckiej oraz rekomendowano „zasypywanie skażonego wraku i osadu na skażonym terenie” jako „najbardziej odpowiednią metodę remediacji skażonego dna w rejonie wraku”.

Również w raporcie Instytutu Morskiego w Gdańsku z 2009 r. pt. „Monitoring skażeń dna w rejonach zalegania wraków – wrak statku Stuttgart” wskazano m.in., że stan środowiska w rejonie wraku Stuttgart odpowiada statusowi lokalnej katastrofy ekologicznej i że stan ten pogarsza się. Według raportu analiza osadów pobranych w rejonie
zalegania wraku statku Stuttgart pozwala zakwalifikować ten obiekt do wraków wyjątkowo niebezpiecznych dla środowiska morskiego, a największym zagrożeniem są oleje napędowe, którymi nasycony jest grunt.

Informacje o zagrożeniach dla środowiska morskiego związane z wrakiem statku Franken były dostępne już w 2015 r.54 Również z raportu Instytutu Morskiego w Gdańsku pt. „Monitoring skażeń dna morskiego w rejonach zalegania wraków. Wrak statku Franken” z grudnia 2016 r., sfinansowanego ze środków Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego wynikało, że analiza osadów pobranych w rejonie zalegania wraku pozwala zakwalifikować ten obiekt do wraków wyjątkowo niebezpiecznych dla środowiska morskiego. „Obok wraku statku Stuttgart jest to najgroźniejszy wrak Południowego Bałtyku wymagający natychmiastowej interwencji i usunięcia paliwa w nim zalegającego. (…) Choć w próbach gruntu i wody pobranych na wraku nie znaleziono obecności substancji ropopochodnych, filmu olejowego i innych śladów obecności substancji chemicznych, potencjalnie ogromna ilość różnego rodzaju paliw zawartych we wraku stanowi swego rodzaju tykającą bombę. Bombę, którą należy rozbroić
zanim wybuchnie” – wskazuje „Monitoring skażeń dna morskiego w rejonach zalegania wraków. Wrak statku Franken”, Instytut Morski w Gdańsku, Gdańsk, 2016 r.,

W Urzędzie Morskim w Gdyni wprowadzono w 2009 r. procedurę dekontaminacji, w tym m.in. wytyczne w zakresie organizacji punktów dekontaminacji. W obszarze właściwości miejscowej Urzędu Morskiego w Słupsku wyznaczono stałe miejsca dekontaminacji, a w obszarze właściwości miejscowej Urzędu Morskiego w Szczecinie miejsca takie miały być wyznaczane doraźnie w portach.

W strukturze Służby SAR funkcjonowało Morskie Ratownicze Centrum Koordynacyjne w Gdyni, w skład którego wchodziło m.in. Morskie Pomocnicze Centrum Koordynacyjne w Świnoujściu. Obydwa centra pełniły całodobowe pogotowie w celu m.in.utrzymywania ciągłej gotowości do przyjmowania i analizowania zawiadomień o zagrożeniu życia na morzu oraz zawiadomień o zagrożeniach i zanieczyszczeniach środowiska morskiego. Dla realizacji zadań zwalczania zagrożeń i zanieczyszczeń na morzu Służba SAR dysponowała głównie: dwoma statkami do zwalczania zagrożeń i zanieczyszczeń olejowych („Kapitan Poinc” stacjonujący na stałe w Gdyni
i „Czesław II” stacjonujący na stałe w Świnoujściu), łodzią roboczą z zainstalowanym na jej burcie specjalnym zbieraczem oraz systemem workowym do magazynowania wód zaolejonych, co umożliwiało samodzielne prowadzenie akcji usuwania zanieczyszczeń w rejonie portu w Świnoujściu, zaporami przeciwolejowymi i zbieraczami zanieczyszczeń. Ponadto do pełnienia funkcji pomocniczych w akcjach zwalczania zanieczyszczeń, w tym do holowania zapór przeciwrozlewowych, przystosowane były statki ratownicze stacjonujące na stałe w dziesięciu lokalizacjach rozmieszczonych wzdłuż całego polskiego wybrzeża, tj. w Świnoujściu, Trzebieży, Dziwnowie, Kołobrzegu, Darłowie, Ustce, Łebie, Górkach Zachodnich, Helu i Władysławowie. Służba SAR była zdolna do samodzielnego zebrania ok. 3000 ton oleju i jednorazowego przechowywania w zbiornikach ok. 800 ton. Jednak – jak ujmuje raport NIK: według stanu na 10 lipca 2019 r. żadna służba ratownicza ani instytucja w Polsce nie ma zdolności do wydobycia oleju zalegającego na dnie morskim.

W związku z ujęciem w Krajowym Planie Zarządzania Kryzysowego zagrożenia skażeniem chemicznym na linii brzegowej morza, Plany Zarządzania Kryzysowego Województw: Pomorskiego, Warmińsko-Mazurskiego (z 2018 r.) i Zachodniopomorskiego (z 2019 r.) uwzględniły to zagrożenie. Jednak mimo, że do zadań wojewody w sprawach zarządzania kryzysowego należy wydawanie starostom zaleceń do powiatowych planów zarządzania kryzysowego i zatwierdzanie tych planów, to w planach zarządzania kryzysowego 9 z 17 powiatów nadmorskich (siedem w województwie zachodniopomorskim: m. Koszalin, m. Świnoujście, sławieński, koszaliński,
kołobrzeski, gryficki, kamieński oraz dwa w województwie warmińsko- -mazurskim: braniewski i elbląski) nie ujęto zagrożenia wynikającego z zalegania na dnie Morza Bałtyckiego materiałów niebezpiecznych, konkretnie skażenia chemicznego.

Najważniejsze ustalenia kontroli: 
Najwyższa Izba Kontroli wskazuje na brak pełnego rozpoznania zagrożeń wynikających z zalegania wraków z paliwem i broni chemicznej na dnie Morza Bałtyckiego. Administracja morska i administracja ochrony środowiska wzajemnie obarczają się odpowiedzialnością za przeciwdziałanie tym zagrożeniom, nie uznając swoich kompetencji, podczas gdy, zdaniem NIK, z przepisów jasno wynika podział obowiązków w zakresie rozpoznania zagrożeń. Ponadto w miejscach gdzie takie rozpoznanie już zostało dokonane, ww. administracje nie podejmowały działań prewencyjnych i interwencyjnych. Zarówno Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej jak i Minister Środowiska – obecnie Minister Klimatu – zostali ocenieni negatywnie przez NIK.

Administracja morska: Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej wraz z Dyrektorami Urzędów Morskich: w Gdyni, Słupsku i Szczecinie, mimo upływu nawet 70 lat od zatopienia statków i broni chemicznej nie dokonała inwentaryzacji dna, tzn. nie rozpoznała miejsc, ilości, rodzaju i stanu materiałów niebezpiecznych: paliwa i produktów ropopochodnych z wraków oraz bojowych środków trujących i produktów ich rozpadu.

Nie opracowano metodyki i techniki szacowania ryzyka związanego ze skażeniem środowiska morskiego. Nawet w przypadku mogących stanowić największe ryzyko wśród rozpoznanych wraków statków, niemieckich jednostek Franken i Stuttgart, jak i zlokalizowanych w Głębi Gdańskiej miejsc zatopienia broni chemicznej, nie podejmowano skutecznego przeciwdziałania tym zagrożeniom, które doprowadziłoby do ich neutralizacji.

Administracja ochrony środowiska, czyli Minister Środowiska, obecnie Minister Klimatu, wraz z Głównym Inspektorem Ochrony Środowiska, pomimo posiadania informacji o zagrożeniach ze strony materiałów niebezpiecznych, nie prowadziła monitoringu wód polskich obszarów morskich, w tym osadów i organizmów żywych (m.in. ryb, omułków), pod względem stężeń bojowych środków trujących oraz produktów ich rozpadu, a także – z wyjątkiem benzo(a)pirenu – paliwa i produktów ropopochodnych z wraków statków. Badaniami i oceną jakości wód nie objęto nawet rozpoznanych już miejsc zatopień bojowych środków trujących i wraków statków z paliwem. W szczególności dotyczyło to „składowiska” broni chemicznej, znajdującego się w Głębi Gdańskiej.

Ponadto Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej wykonujący prawa właścicielskie Skarbu Państwa do wód morza terytorialnego oraz morskich wód wewnętrznych, nie występował do państw bandery statków zatopionych na terenie objętym jego władztwem o pokrycie kosztów usunięcia wraków lub o inną pomoc w usunięciu zanieczyszczeń dokonanych przez okręty takich państw. Nie podejmował także działań w celu pozyskania od innych państw informacji o miejscach, ilości i rodzaju broni chemicznej, która została zatopiona w polskich obszarach morskich.

  • Na dnie Bałtyku tykają ekologiczne bomby – mówi Marian Banaś, prezes NIK. – To niemieckie wraki z czasów II wojny światowej, w których zalegają tysiące ton ropopochodnego paliwa i zatopiona po wojnie broń chemiczna:
  • Administracja morska, mimo upływu nawet 70 lat od zatopienia statków i broni chemicznej, nie dokonała inwentaryzacji dna, czyli nie rozpoznała miejsc, ilości, rodzaju i stanu materiałów niebezpiecznych – mówi Marian Banaś, prezes NIK. – Nawet w przypadku mogących stanowić największe ryzyko niemieckich wraków Franken i Stuttgart, jak i zlokalizowanych w Głębi Gdańskiej miejsc zatopienia broni chemicznej, nie podejmowano skutecznego przeciwdziałania tym zagrożeniom, które doprowadziłoby do ich neutralizacji. Administracja ochrony środowiska, mimo posiadania informacji o zagrożeniach, nie prowadziła monitoringu polskich wód, w tym osadu i organizmów żywych. Badaniami i oceną jakości wód nie objęto nawet rozpoznanych już miejsc zatopień bojowych środków trujących i wraków statków z paliwem: 
  • Jak wynika z międzynarodowych badań, wyznaczone miejsca nie stanowią jedynych, w których zatopiono broń chemiczną lub w których ta broń może się znajdować. Potwierdzono bowiem występowanie bojowych środków trujących lub produktów ich rozpadu również w Głębi Gdańskiej i Rynnie Słupskiej. Ponadto chemiczne środki bojowe znajdowano również na plażach w Dziwnowie, Kołobrzegu i Darłowie, co sugeruje istnienie większej liczby takich składowisk – mówi M. Banaś:

Wnioski systemowe Najwyższa Izba Kontroli skierowała do przedstawicieli rządu, ministrów, odpowiednich komisji oraz do wojewodów, w tym do zachodniopomorskiego. Z całym raportem NIK można się zapoznać tutaj:  NIK-P-19-068-materialy-niebezpieczne

Jednak zagrożenia, objęte kontrolą NIK, nie obejmują tych, które mogą dotknąć każdego plażowicza. Przykładowo na wysokości Bagicza pod Kołobrzegiem złom pokrywający dno Bałtyku jest widoczny już przy wejściu do morza. Leżąca w pobliżu falochronu ciężka konstrukcja skrzydła samolotu może poranić osobę, która wystarczy, że wejdzie do morza, a zwyczajnie się o tę konstrukcję potknie, gdyż jej ostre krawędzie nie są widoczne pod wodą.  Co jakiś czas podajemy informacje o wyrzuconej lub odsłoniętej przez sztorm broni, a nawet bombach – jak ostatnio – kasetowych. Jedno z letnich wydarzeń pokazuje, ile zalegających na dnie rzeczy – w tym cennych historycznie – można wydobyć podczas jednego tylko pobytu na plaży. Do tematu wkrótce wrócimy.

Żaneta Czerwińska 

Autor zdjęć, filmów podwodnych oraz komentarz: Olaf Popkiewicz