Przekleństwa? No cóż: tak, wulgaryzmy: nie…

Wczorajszy protest w Kołobrzegu – a i w wielu innych miastach – uświadomił niezdecydowanym jedno: jest nadzieja w młodym pokoleniu. Chciałoby się powiedzieć: brawo Wy, gdyby nie kilka szczegółów, o których chyba należy wspomnieć.

Najpierw pochwały. Po pierwsze: Kołobrzeg pokazał, że potrafi, może i umie. Pomijam polityków, gdyż do niektórych mam wątpliwości, czy jak odpowiednio wiatr zawieje, nie będą szli w kontr – manifeście. Niemniej taka ilość młodych ludzi partię rządzącą powinna co najmniej zastanowić.

Po drugie: Brawa dla kibiców Kotwicy.  Broniliście swoich ideałów, chcieliście bronić bazyliki przed ewentualną dewastacją – jakby co – a zarazem wspieraliście kobiety. Plus wielki dla Was. Jak i dla organizatorów, że wszystko przebiegało sprawnie, bez burd i dewastacji. Plus dla policjantów, którzy sprawili się świetnie.

A teraz minusy.

Po pierwsze: niszczenie zabytków. Rozmawiałam niedawno z pewną mądrą osobą i oboje zwróciliśmy uwagę na to, że napis na budynku sakralnym krzyczy donośniej, fakt – ale mimo wszystko w moim odczuciu nie powinno go tam być. Należy pamiętać o tym, że choć dla niektórych jest to miejsce kultu, to dla wielu jest to po prostu zabytek, nasze dziedzictwo narodowe, świadectwo minionych lat. Zasadniczo walczymy o to, by zabytków nie niszczyć. Z kolei z innej strony: tak się w swoich przepisach dotyczących zabytków PiS zakręcił, że teraz żaden ksiądz ani ktokolwiek nie może takiego napisu zetrzeć samodzielnie – musi mieć zgodę konserwatora zabytków. Zamalowanie sprayem było nielegalne, ale i zmazanie tego bez zgody konserwatora – też… Trzeba zatem wystąpić o zgodę i poprosić pasjonatów historii o pomoc. Wtedy przez chwilę nie będą przestępcami dewastującymi zabytki, tylko ich ratownikami – no można i tak. Może przy tej okazji ktoś zrozumie, że pasjonaci historii to nie przestępcy. Znając jednak życie, księdzu będzie wybaczone, księdzu wolno, ksiądz zrobi po swojemu.

Mimo wszystko: mając demokrację w poszanowaniu uważam, że nie powinno się wchodzić do kościołów i przerywać nabożeństwa. Zwracam uwagę na nazewnictwo, choć ogólnie się myśli o kościele katolickim, ja mam na myśli każde wyznanie. Sprawa wiary jest sprawą własną – dopóki, dopóty nie wciska się jej na siłę.

I właśnie przez to wciskanie na siłę, przez zaglądanie do prywatnego intymnego życia kościół teraz obrywa. O 20 lat za późno, ale obrywa. Może wreszcie nastąpi kres jego panowania we wszystkich dziedzinach. Może wreszcie ktoś zauważy, że nie trzeba się księdza bać! Że to powinien być sługa, nie pan! Ile to razy pośrednio mnie ksiądz „upominał” z ambony? I żyję. Obłoży jakąś klątwą? Niech okłada. Dość faryzeizmu w swoim życiu w kościołach widziałam, żebym się najmniej tym teraz przejmowała. Można być wierzącym, ale niekoniecznie w księdza.

Kolejna sprawa to dzieci na protestach. Każdy rodzic odpowiada samodzielnie i daleka jestem od oceniania. Uważam jednak, że dziecko nie powinno być wplątywane w takie marsze, a tym bardziej zaopatrzone w transparent typu „moja pusia nie Jarusia”. To dla mnie nie do przyjęcia. Dziecko kiedyś dorośnie i do matki będzie miało mieć święte prawo pretensji. A jak wiadomo, w sieci nic nie ginie.

I kolejna sprawa: wulgaryzmy. O ile potrafię zrozumieć przekleństwa, twarde słowa każące daleko i szybciutko uciekać, o tyle nie potrafię zrozumieć wulgaryzmów. A dla mnie to dwie inne sprawy. Wulgaryzmem dla mnie jest np. „moja c**pa, moja sprawa”, „strach się r***ać” i parę tego typu innych. O wiele bardziej przemawiają do mnie hasła typu „kot może zostać”,  „obyś ch**wdepnął w Lego”  czy też te mocne, dobitne typu „trzeba było nas nie wk**wiać”. Kobiecość w codziennym życiu, nawet w czasie protestów, nie ma nic wspólnego z poniżaniem samej siebie. Jest to oczywiście moje zdanie, nie trzeba się z nim zgadzać.

Warto przy tej okazji podkreślić zdecydowanie jedno: nie, aborcja nie jest OK. W żaden sposób nie wolno pomijać dramatu, jakim jest aborcja. W KAŻDYM aspekcie. Mnie osobiście rzucane tak lekko hasło „Aborcja jest OK” kojarzy się z kretyńskim pojmowaniem aborcji jako środka antykoncepcji – a nie o to chodzi.

Interes w tych protestach ma każdy. Jedni wskazują na niezałatwione do dziś problemy osób niepełnosprawnych. Rząd nic nie zrobił i nie pomoże zaklinanie rzeczywistości. Inni węszą w tym kapitał polityczny. Inni – po prostu chcą żyć w normalnym świecie, z prawem wyboru. Inni z kolei walczą o legalną aborcję na żądanie – co akurat dla mnie nie jest zrozumiałe, ale i takie hasła w tych protestach są.

Reasumując: interesów jest wiele – wszystko po prostu złożyło się na jeden raz. Rządzących pytam: nie słuchaliście, kiedy mówiono grzecznie? Nie słuchaliście, gdy pojedyncze grupy wskazywały na problemy? No to teraz macie. W myśl haseł, które wam się tak bardzo nie podobają: grzecznie już było, czas na walnięcie ręką w stół.  I ciekawe, co z tym zrobicie. Każdy facet, nawet ksiądz, powinien wiedzieć, że z kobietami się nie zadziera, i nie chodzi tu o żaden feminazizm ani nawet o feminizm. Trzeba było się z tym liczyć, że rzucenie takiej bomby w środku pandemii, gdy ludzie mają powyżej uszu ograniczeń, lockdownów, braku kontaktów z rówieśnikami w szkole – może skutkować taką reakcją. Zdaje się, że odwoływanie się do osób, które milczą, do obrony wartości, i takie inne blablabla to już nie dziś. Nagle przed wami staje pokolenie już nie tych potulnych Polek: to wyrasta pokolenie nowych kobiet, świadomych swoich praw i obowiązków. I to one kiedyś będą rządzić tym krajem. Szargaliście godność innych – żebyście się nie zdziwili, że ktoś kiedyś zszarga waszą.

Żaneta Czerwińska