Nad rolą dziennikarza zadumy odrobina

Do napisania dzisiejszego felietonu skłoniła mnie wypowiedź naszego senatora Janusza Gromka. Wypowiedziana publicznie, przy wielu innych dziennikarzach, a która tak naprawdę jest ogniwem końcowym pewnego łańcucha, który w Kołobrzegu hula aż miło. Czas w końcu chwycić byka za rogi, czas nazwać pewne rzeczy po imieniu.

Cóż takiego się stało? Przed konferencją dotyczącą darów z Chin rozmawialiśmy tak naprawdę o niczym. Z Piotrkiem Rybczyńskim wypowiedzieliśmy się na temat żenującej moim zdaniem akcji kończącej całą kampanię – mówię tu o ruchu ośmiu gwiazdek. „Ryba” się nie ceregielił, nazwał te gwiazdki po imieniu: j**** PiS. Jednak akurat kiedy nazywał ów ruch po imieniu do pokoju, gdzie już byliśmy rozstawieni ze sprzętem do transmisji, wszedł senator z posłem. I mówi:

Nie mówicie takich rzeczy przy Żanecie… !

Nie powiem: zamurowało mnie.

Słuuuucham…? – zapytałam zdziwiona.

Bo ty już podobno PiS kochasz – dodał senator.

Nie ukrywam: dla szanującego się dziennikarza taka sytuacja, nawet jeśli powiedziana „pół żartem, pół serio”,  jest jak policzek prosto w twarz. Lata całe pracuję głównie jako pismak. Nigdy nie należałam do żadnej partii. Dziennikarstwa się uczyłam wedle starej sztuki, która pozwala z lekkim politowaniem patrzeć na to, co wyprawiają publiczne media. I nagle dziś mi ktoś publicznie w twarz rzuca, że „już” kocham inną partię? Co z kolei sugeruje, że wcześniej „kochałam” inną?

Sytuacja ta miała miejsce ponad tydzień temu, dlaczego zatem dopiero teraz do tego wracam? Otóż dlatego, że senator zazwyczaj mało kiedy czyta nasze artykuły. A nie da się ukryć, że ostatnio wskazujemy wiele nieprawidłowości. Poruszamy wiele trudnych spraw. Zatem ktoś, o artykułach niepochlebnych dla aktualnej władzy, musiał senatorowi po prostu donieść. Musiał to w dodatku donieść w formie, która pozwoliła sugerować „przejście na ciemną stronę”. Ponieważ było to wypowiedziane publicznie, czas stanowczo i jednoznacznie odnieść się do tych słów.

Szanowni Państwo… oj, chyba za dużo słucham Pani Prezydent, zatem inaczej: drodzy Czytelnicy. Ani nie kochamy PiS, ani nie kochamy PO. Za to bardzo się staramy o to, by ani PO, ani PiS nie kochało nas!

Jednoznacznie podkreślamy jasno i stanowczo: dziennikarz jest od tego, by patrzeć władzy na ręce. Każdej, podkreślam: każdej władzy. Możemy się prywatnie lubić, ale kiedy przychodzi do oceny władzy, do czego każdy obywatel ma prawo, nie ma zmiłuj. Tak rozumiemy dziennikarstwo. Dlatego kiedy trzeba o czymś napisać, to po prostu piszemy. I raz to się nie podoba PiS, i jeszcze wiele razy się podobać nie będzie, a nie raz i nie dwa jeszcze nie spodoba się to Platformie. Proste i na temat!

Wypowiedź senatora ma głębszy sens, z którego sam sobie chyba nie zdaje sprawy. Może senator się już przyzwyczaił, że tam na górze, ale i nie tylko, są dziennikarze którzy piszą po linii partyjnej. Że „w imię demokracji” różne pisma, różne wydawnictwa, piszą tak, jak sponsor każe i demokracja nie ma tu nic do rzeczy. Że tak naprawdę chodzi o ochronę władzy.

My natomiast nie musimy grać w te gierki – oczywiście nie mówię o obronie demokracji. My nie toczymy waszych walk, my nie załatwiamy sobie wpływów, my nie załatwiamy sobie posadek. My chcemy po prostu robić to, na czym się znamy. Chcemy pisać o sprawach ważnych, a nie o populistycznych pierdołach. Pokazujemy, jak działają partie, politycy, władze, jak chronią „swoich” , jak załatwiają ich sprawy i niejedną taką sprawę jeszcze wykryjemy. Chcemy i będziemy to robić, choć wielu osobom nasze pisanie przestało się podobać. Trudno. To my decydujemy, co się na łamach naszego portalu ukazuje.

Od początku naszego portalu nie mieliśmy od PO ani jednej reklamy, ani jednego baneru wyborczego, nie podpisaliśmy żadnej umowy na jakikolwiek sponsorowany wywiad. Nie dostajemy jak inny portal intratnych umów na reklamowanie spółek miejskich czy zarządu województwa, nie mamy etacików w jednostce miejskiej. Wbrew narracji w kampanii samorządowej nikt nas za nic nie kupił, nikt nam nic nie dał.  Ale załóżmy wariant taki: gdybyśmy mieli jakiekolwiek wpływy z reklam politycznych czy miejskich, to czy musielibyśmy wtedy pisać inaczej…? Dobrze o władzy…? No właśnie.

Tok myślenia obecnych polityków jest taki, że jak płaci, to czegoś wymaga. I dopóki się to myślenie nie zmieni, zawsze, nawet najbardziej obiektywny dziennikarz raz będzie z PO, raz będzie nasłany przez PiS – w zależności, jaki materiał akurat opublikował. Bo tak najłatwiej! Polityk powinien pochylić się nad problemami, o których pisze dziennikarz. Pomyśleć, jak je rozwiązać. Jeśli zamiast tego mówi publicznie do dziennikarza, że „kocha teraz inną opcję polityczną” – wybrał po prostu kiepską linię narracji. O wiele łatwiej jest przecież nazwać wykrycie jakiejś sprawy „aferą polityczną nasłaną przez przeciwnika” zamiast przynajmniej postarać się dany problem rozwiązać.

Dzieje się to z wielką szkodą dla dziennikarstwa, dla społeczeństwa, dla spraw, które wymagają rozwiązania… Ale co gorsze: dzieje się tak również przez postępowanie niektórych dziennikarzy, którzy przybiegają na „wezwanie” do jednego lub drugiego posła. Którzy potrafią podczas konferencji zadać pytanie w stylu: „jaki jeszcze sukces  państwo odnieśliście” .

Reasumując: my nie pozwolimy sobie na to, by z naszego portalu politycy zrobili sobie swój prywatny okop. Nie mamy najmniejszego zamiaru pozwolić komukolwiek, by „kazał” nam coś napisać. Jeszcze nigdy mariaż polityki z dziennikarstwem nie wyszedł nikomu na dobre, ale chyba w Kołobrzegu nie wszyscy działacze o tym wiedzą.  Może najwyższy czas, by się przekonali. Może najwyższy czas zacząć odkrywać rzeczy skrzętnie zakrywane – bo taka jest rola dziennikarza. Tyle i aż tyle. Moim oczywiście zdaniem.

Fot. Peter Olexa z Pixabay