Ośrodek kołobrzeski a sprawa partyjna. Jak zadziałać, by nie było „po prostu”.

Trzeba mieć tupet i być fanatykiem partyjnym, by ze zwykłej sprawy, którą nie są najlepsze – najłagodniej mówiąc – warunki w ośrodku kwarantanny, zrobić taką aferę, że wióry lecą. Ale od początku.

Jak już Czytelnicy wiedzą, zawsze i wszędzie trzymamy stronę mieszkańców.  To dla nich jesteśmy przede wszystkim. Ich sprawy i problemy są dla nas najważniejsze: obojętnie, czy to się podoba lub nie Pani Prezydent, Panu Staroście czy innym politykom.  Piszemy o Was i dla Was przede wszystkim. Nas nie interesuje, czy jest w tym czynnik polityczny, czy nie. Ważna jest sprawa. Taką były zdjęcia i opis warunków kwarantanny, z którymi zwrócił się do nas Czytelnik. I bardzo dobrze zrobił – za to dziękujemy raz jeszcze. Dopełniliśmy przed publikacją każdego obowiązku dziennikarskiego. I teoretycznie powinien to być koniec, powinno się „coś z tym zrobić” .

Ale nie.

Najpierw musiała w komentarzu już po publikacji głos zabrać pani-od-niedawna-dyrektor ośrodka, radna Rady Powiatu. Najpierw ni z tego, ni z owego zaatakowała radną miejską Agnieszkę Trafas. Po co, dlaczego, tego nie wie nikt. Jeśli to miał być atak na „konkurencję” to z całym szacunkiem,  ale żeby być konkurencją dla Agnieszki Trafas, czy jakiegokolwiek wieloletniego właściciela hotelu czy ośrodka,  to jeszcze długa droga przed świeżo upieczonym specem od turystyki. Ale naprawdę wystarczyło to, co dyrektorka powiedziała w wypowiedzi: sprawdzę (choć nie bardzo wiadomo, jak można w tej chwili sprawdzić dane warunki), coś z tym zrobię, zadziałam – tak zwyczajowo powinien zareagować dyrektor każdej jednostki. Ale nie – potem trzeba było zaatakować, komentować, próbować odkręcić kota ogonem. Zwalić winę na sztab kryzysowy. Do tego zresztą jeszcze wrócimy.

Dlaczego – tego nie wie nikt. W sumie nie powinno nas to dziwić. Pani Basia już zdążyła nie raz i nie dwa nas zaskoczyć. Dla mnie osobiście najciekawszym zaskoczeniem było to, że osoba, która dziś  tak skrajnie prawicowo  atakuje wszelkie tęczowe piątki, walczy z uchodźcami, i tak dalej – sama startowała do Rady Miasta z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej – Unii Pracy. Było to co prawda w 2002 roku, ale było. A w 2002 roku przypomnijmy, że SLD było bardzo mocno u władzy. Wtedy przed wyborami prezydentem był Zbigniew Błaszczuk, a to były – nazwijmy to delikatnie:  rządy silnej ręki i zamordyzmu, co tu dużo ukrywać. Taki po prostu Zbigniew Błaszczuk był. SLD nie liczyło się z nikim i niczym, o kumoterstwie, pracy dla swoich kumpli, dobrych czasach dla zwolenników SLD pisaliśmy wtedy niejednokrotnie. Cała opozycja skupiona była wokół  innych ugrupowań. Tylko co odważniejsi z SLD woleli startować do Rady Powiatu, choć i odważnych do Rady Miasta z listy też nie brakło. Wiele z tych artykułów znajdziecie Państwo w naszym archiwum – zakładka: samorząd na przełomie wieków. Na razie przypomnienie wyników z PKW: (link tutaj)

Wracając: osobiście nie zdziwiłabym się, gdyby teraz, ta praca dyrektorki w ośrodku, była tylko formalną nagrodą za wierną pracę, tym razem dla partii Prawo i Sprawiedliwość. Swoją drogą, w mojej ocenie w sposobie działania niewiele się „góra” tej partii różni od sposobu działania ówczesnego SLD. Nie oceniam obsadzania stołków – od początku robią to wszystkie partie i tylko my, mieszkańcy, ciągle mamy nadzieję, że po każdych wyborach będzie inaczej.  Szkoda, że poza zapotrzebowaniem na stołki dla „swoich” nie ma zapotrzebowania na generalny remont pawilonów. Przed kwarantanną, tam jeździły dzieci na kolonie! Po linii partyjnej można było wiele zdziałać i zrozumiałabym nawet te stanowiska, gdyby postawiono wszelkimi siłami ten ośrodek na nogi. Był na to czas – przypomnijmy: niecałe dwa lata.

Ale lepiej udzielać się w sieci i mieć pretensje do całego świata, że dziennikarz wywlókł na światło dzienne grzyb i pleśń w ośrodku.  Co się okazuje dalej: prezes Zarządu spółki wydaje oświadczenie. Ma prawo, my je opublikowaliśmy w całości, ale niektóre twierdzenia prezesa są w mojej opinii wyraźnym zamiataniem pod dywan. Kursywą odnosimy się do kilku z nich:

  • zareagował jako jedyny”  (…)  „aby kierować do naszych pawilonów osoby odbywające obowiązkowe kwarantanny”  – obiekt został wpisany do Planu wojewody już w 2018 roku. W Planie wojewody jest wpisany cały – podkreślam: cały obiekt. I zacytuję tu część odpowiedzi, jaką my otrzymaliśmy z sanepidu: „ilość pokoi po generalnym remoncie znajdujących się w budynku głównym jest wystarczająca dla zakwaterowania w nich osób przebywających na kwarantannie zbiorowej” .
  • Byliśmy jedynym obiektem, który wyraził zgodę na współpracę pomimo wysokiego ryzyka i zagrożenia”  – jako obiekt był po prostu wpisany do Planu. I już. W dodatku dwa lata temu, za kadencji poprzedniego prezesa. A gwoli ścisłości, mamy jeszcze dwa inne ośrodki do kwarantanny, więc raczej ORW Podczele nie wybiło się tutaj żadnym wielkim miłosierdziem wobec bliźnich.
  • ich stan techniczny i sanitarny zaakceptowany przez Sztab Kryzysowy Urzędu Miasta Kołobrzeg” . O ten komentarz pani dyrektor wybuchło największe zamieszanie. Jak wyjaśniała zarówno prezydent miasta, jak i szef Wydziału Kryzysowego, ten wydział jedynie koordynuje działania. Nie sprawdza stanu sanitarnego – od tego jest sanepid, a ponieważ znamy już część odpowiedzi od sanepidu, wiemy że i tu nie do końca wszystko jest wyjaśnione. Sam zresztą prezes w dalszej części poniekąd zaprzecza sam sobie, bo pisze: „to właśnie Sanepid jest podmiotem sprawdzającym stan sanitarny” .
  • Każdy z udostępnionych pokoi ma pełen węzeł sanitarny i standardowe warunki do życia, które przypomnimy – zostały zweryfikowane i zaakceptowane przez Sztab Kryzysowy” . Zatem i my przypomnijmy: sztab kryzysowy nie sprawdza stanu sanitarnego, od tego jest sanepid. A jeśli pokój, którego zdjęcia otrzymaliśmy, to są zdaniem prezesa „standardowe warunki do życia”, to pozostaje gratulować wiedzy na temat standardów. Ja nie żyję w luksusowym pałacu, ale dzieci do takich standardów na kolonię bym nie wysłała. Grzyb na ścianie i zapleśniały materac to nie są standardowe warunki do życia, koniec kropka!

W mailu, w którym otrzymaliśmy owe oświadczenie, była informacja o kontaktowaniu się wyłącznie z prezesem Zarządu. Czyli wniosek z tego, że dyrektorka ośrodka nie ma prawa się wypowiadać w mediach. Niepowetowana strata…

Na koniec prezes pisze: „Szukanie problemów w miejscu gdzie ich nie ma nie jest nikomu potrzebne” . Jasne, bo przecież kto by tam tracił czas na szukanie czegoś, czego nie ma… Trzeba sprawy zamiatać pod dywan, bo są niewygodne – czy tak to należy rozumieć? Problemy w tym przypadku są. I podobnymi sprawami będziemy się zajmować niezależnie, nawet jeśli ktokolwiek będzie chciał „ugotować”  za to dziennikarza. Bo prawdziwym problemem jest to, że chce się pewne sprawy ukrócić zamiast po prostu przyjąć, że być może czegoś się nie dopilnowało i zadziałać.

I zapewniam, że jeśli kiedykolwiek Platforma czy inna partia dojdzie do władzy – choć na tę chwilę ciężko to sobie wyobrazić – to my będziemy tak samo wydobywać problemy na wierzch. Choćby spod przysłowiowego, a nawet i zapleśniałego dywanu.

Żaneta Czerwińska