„Niech żyje bal”… Za prawie sto tysięcy złotych. Szkoda, że nie dla wszystkich.

Kołobrzeskie Koniki – impreza ze wszech miar lubiana, potrzebna i osobiście mam do niej sentyment z wielu względów. Może również i dlatego, że pamiętam pierwsze rozdanie. Uważam, że jak mało która, ta właśnie impreza powinna być kontynuowana, czynili to różni prezydenci naszego miasta i mam nadzieję, że taką pozostanie. Nie bez powodów jednak uważam, że należy zwrócić uwagę na pewne szczegóły.

Zasadniczo, nie od początku co prawda, ale w znakomitej większości edycji tych „Koników” był to bal, spotkanie noworoczne, różnie to nazywano. Często były sprzedawane bilety – zwane cegiełkami – które po części bilansowały koszt tej imprezy, a nawet jeśli były w całości przekazywane na hospicjum, wszyscy się z tego cieszyli. Podwyższały one rangę wydarzenia, ale nie tylko: dawały możliwość uczestniczenia w tej imprezie każdemu, kto wykupił właśnie taką cegiełkę. Nie zapominajmy, że zasadniczo za jej organizację płaci miasto, a więc każdy jego mieszkaniec. Kończyła się oficjalna część, kto nie wykupił biletu, cegiełki – wychodził, do widzenia, reszta się bawiła i nikt do tego nic kompletnie nie miał. Wręcz przeciwnie.

Tymczasem niebezpiecznie brniemy w kierunku organizacji imprezy tylko dla wybranych, ale za publiczne pieniądze. Zwracałam na to uwagę już rok temu. Szanowni Państwo – impreza rok temu kosztowała, co możemy sprawdzić w Centralnym Rejestrze Umów – 97 tysięcy 200 złotych i była właśnie imprezą dla wybranych, zaproszonych gości, polityków. Prawdopodobnie wyszło tak niechcący, ale jednak. A za całość zapłacili mieszkańcy, którzy nic z tego zwyczajnie nie mieli. Nie mogli wykupić wejściówek – bo nie było takiej możliwości. Nie mogli obejrzeć choćby fragmentu koncertu, opłaconego za publiczne pieniądze, bo artystka sobie tego nie życzyła. Wiem, że negocjacje z artystami są trudne, ale w myśl zasady: kto płaci, ten wymaga, chyba można było pokusić się o negocjacje prawa do zapewnienia transmisji choćby jednego utworu.  TVP Sylwestra mogła transmitować? Mogła. Inne stacje również, tam artyści dostawali co prawda nieporównywalnie inne kwoty, ale jednak zasada jest prosta: kto płaci, ten wymaga. Możliwość zapewnienia przesłania w eterze płatnikom choćby jednego utworu koncertu stanowiłby wyraz szacunku dla publicznych pieniędzy.

A przecież to Koniki – statuetki dla osób, które my jako kapituła dziennikarska „wyciągamy” spod powierzchni miasta, doceniamy i zauważamy zwykłych mieszkańców, honorując ich za ponadprzeciętną działalność. Dla niektórych nominowanych ta statuetka jest bardzo ważna. Dlaczego zatem nie mogą w takiej chwili mieć przy sobie swoich przyjaciół, z którymi mogliby podzielić się swoją radością? Dzielą ją za to z osobami, które bywa, że nawet nie wiedzą o jego pasji, działalności czy innych sprawach, są mu po prostu obce. Chodzi po prostu o możliwość przybycia na taką imprezę dla każdego, choćby – upiornie podaję za przykład – te nieszczęsne cegiełki. Ale może to być i inna forma, wszystko jest do przeanalizowania, wystarczy tylko chcieć pomyśleć o mieszkańcach.

Tymczasem w tym roku stało się dokładnie to samo – tyle, że ilość wybrańców się zwiększyła. Przybyło ponad 700 osób, w tym politycy, niektórzy nawet zza granicy. Prestiż imprezy rośnie, tylko znów: mieszkaniec płaci za uciechy wybrańców i nic z tego nie ma. O transmisji choćby ciut dłuższego fragmentu koncertu Sławka Uniatowskiego – również opłaconego przez podatki mieszkańców – oczywiście można było zapomnieć. W końcu to koncert dla wybranych. Kosztów tegorocznej imprezy jeszcze nie znamy, ale przypuszczalnie będzie to kwota podobna do zeszłorocznej, choć ze względu na ilość osób i artystę – obecnie na samym topie zakładam, że może kosztować więcej.

Trochę to zmierza w niewłaściwym kierunku, stąd raz na dwadzieścia rozdań tych statuetek poddaję to publicznie pod rozwagę. Bo powinno być tak, że jeśli sprowadza się artystę za pieniądze podatników, to oni też coś z tego powinni mieć. Tak jak mogą sobie przyjść na ogólnodostępne imprezy miejskie typu otwarcie lata czy inne. Tu chociażby wejściówki powinny poniekąd zrównoważyć tę imprezę choćby po to, by mieszkaniec za ten ubaw płacący mógł mieć po prostu wybór. Moim oczywiście zdaniem.