Kołobrzeg z rodzinnych fotografii: zima stulecia i miejsca, których już nie zobaczymy

Z roku na rok zimy w nadmorskim klimacie łagodnieją. Coraz bardziej marzenia o białych świętach stają się bardzo odległymi. Nie jesteśmy przecież rodziną Aarona Spellinga, który swojej córce Tori zafundował śnieg w Kalifornii na święta, musimy liczyć na nasze warunki. No cóż, „taki mamy klimat”.  Ale jeszcze trzydzieści, nawet czterdzieści lat temu zimy w Kołobrzegu były zupełnie inne, choć i wtedy dedykowanego na sanki miejsca po prostu nie było. Najbardziej popularnymi miejscami, w których można było pozjeżdżać na sankach, były: górka koło Pomnika Zaślubin, za garażami – na tyłach obecnego hotelu Centrum – przy „Trójce” i przy zejściu na plażę na wysokości ulicy Reymonta.  A Wy, mieliście swoje ulubione miejsca?

Rodzinne zdjęcia w zimowej aurze nie tylko uwieczniły srogie zimy, ale ponadto upamiętniły Kołobrzeg, jakiego już nie ma.  Zobaczmy niektóre z nich:

Rok 1979 i prawdziwa zima stulecia. Na pewno wielu z Państwa pamięta zamarznięty Bałtyk do tego stopnia, że do wysokości molo można było spokojnie po lodzie pospacerować. Niewątpliwie niezapomniane atrakcje.

Pamiątkowe zdjęcie przy hotelu Skanpol:

Tego widoku już nie zobaczymy. To zejście na plażę przy obecnym Marine Hotel. Na uwagę zasługują sezonowe budki i pozostałości militarne z okresu zimnej wojny, które ułożone były od mniej więcej wysokości amfiteatru w stronę Arki. Betonowy słup energetyczny to również pozostałość, której już nie zobaczymy nie tylko na plaży:

A to już jazda z górki na pazurki – na wysokości ulicy Reymonta. Na tym zdjęciu na uwagę zasługują kasy biletowe. Kiedyś obowiązywały opłaty za wejście na plażę, można było nawet wykupić bilet miesięczny:

A to rok 1970 i ulica Rzeczna. W tle stary szpital, wtedy oczywiście w pełni działający:

Przy ulicy Rzecznej istniał schron przeciwlotniczy. Wejścia do schronu już nie zobaczymy, ale stało ono właśnie tutaj:

 

Lata minęły, zimy złagodniały, a prawdziwego miejsca na saneczkowe szaleństwo jak nie było – tak nie ma. A na wszelki wypadek mogłoby być.