Święta, święta… i (PO) świąteczny lansik

Święta się skończyły, czas powrócić do rzeczywistości. Co roku, kiedy mija ten magiczny czas, zadaję sobie pytanie, czy moje miasto stanie się lepsze po tych wszelkich życzeniach, czy nadal będzie to samo, czyli powrót do normalności. Zbyt często jednak odnoszę wrażenie, że w Kołobrzegu normalność coraz częściej zaczyna graniczyć z absurdem, a pojęcie umiejętnej promocji własnej osoby graniczy z kiczowatym lansem.

Przykłady mam dwa, więcej też by się znalazło. Pierwszy: wigilijny opłatek, rzecz tak cenna dla wielu osób, niekoniecznie katolików. Połączył radnych w tym roku? No nie. Z jednej strony: bardzo dobrze, bo nie ma nic gorszego niż dzielenie się opłatkiem na pokaz. Tragikomiczne były te spotkania wigilijne, gdzie radni, na co dzień chętni wbić sobie nóż  w plecy, w ten jeden dzień udawali, że umieją działać ponad podziałami. Nic bardziej mylnego. Nazwijmy wszystko po imieniu: nie umieją, a to tylko dlatego, że z którejś strony brak jest dobrej woli. A wystarczy czasem jeden, ale prawdziwy gest, by naprawdę nawet najgorsze rzeczy odeszły w niepamięć. Ten jeden krok, ten pierwszy gest, jest jednak najtrudniejszy, bo ktoś go przecież musi wykonać, ale można –  i wręcz trzeba – czasem go zrobić. Spróbujcie – warto! Nie warto natomiast tkwić w jazgocie wzajemnej niechęci, ileż można.

Wigilia dla Samotnych. Niesamowite przedsięwzięcie. Ogromny wkład pracy wielu osób. Szkoda tylko, że na głównych zdjęciach z imprezy widzimy lokalnych polityków. Osoby, które przy Wigilii naprawdę  ciężko pracowały, nie miały czasu się pokazywać, przemawiać – robiły swoje. Tymczasem, patrząc na zdjęcia,  ktoś niezorientowany może pomyśleć, że cała impreza powstała dzięki pani prezydent, panu senatorowi, panu posłowi, staroście, wicestaroście, członkini Zarządu Województwa i radnemu Barwinkowi. Pewnie każdy z nich coś dał od siebie w tej imprezie, zwłaszcza radny Barwinek, który po raz kolejny sprawił, że cała karuzela się kręciła już jakiś czas, i za to mu chwała, ale czy „cośdanie” pozostałych wymagało od razu pokazania się na scenie? Niektórzy radni też się udzielali, być może nawet w większym stopniu, ale wiemy to tylko z tego, że prywatnie na swoich profilach, bez zbytniego rozgłosu, dziękowali sobie nawzajem, robiąc przy okazji solidnej, dobrej roboty, pamiątkowe zdjęcia. I tak to powinno wyglądać.

Umiejętna promocja własnej osoby to rzadka umiejętność. Częściej „promocja” rozumiana i co gorsza, jest praktykowana jako pokazywanie się wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Radnego wcześniej spotkała „swoista” nagroda – kiedy kończono Jarmark Bożonarodzeniowy, któż obok polityków pojawił się na scenie? Oczywiście radny Barwinek. Transakcja zatem niemal wiązana. Jednak jak zaznaczyłam wcześniej, ogrom wykonanej pracy nad koordynacją Wigilii dla Samotnych zasługuje na szacunek. Niemniej na samej imprezie, na scenie powinni pokazać się wyłącznie: prezydent miasta jako gospodarz, przedstawiciele wolontariuszy – bez których ta impreza by się nie odbyła –  i radny Barwinek jako koordynator, najlepiej z przedstawicielem Fundacji Wolne Miejsce. Reszta była zbędna. Osobny stół dla polityków, który oddzielał tę elitę od samotnych mieszkańców, również był zbędny.  Moim oczywiście zdaniem.

Takie powszechne wystąpienia naszych lokalnych polityków zawsze wprowadzają w kłopot, bo problem w tym, że sami politycy nie bardzo znają umiar w pokazywaniu się. A w ten sposób bardzo łatwo jest upolitycznić każdą imprezę, nawet tę najlepszą. Sama wiem coś o tym, i polecam na przyszłość  wyciągnąć wnioski z błędów, które popełniali inni.  Bo przed nami miejski sylwester i znów scena. Kogo na niej, poza artystami, zobaczymy…? A no, zobaczymy…

Jeszcze radośnie wirują światełka na choinkach, jeszcze przed nami zwolniony czas do sylwestra, w którym spokojnie możemy znaleźć chwilę na refleksję. Wystarczy tak niewiele, by działo się wiele dobrego. My tu nie uprawiamy wielkiej krajowej polityki, więc nie trzeba „z góry” czerpać wzorców.

Nie będę kadzić tu Państwa życzeniami lepszego 2020 roku, bo lepszy dla nas – mieszkańców, może takim wcale nie być. Życzę jednak, aby następny rok przynajmniej nie był gorszy, a nadzieja i poczucie humoru, które niejednokrotnie ratowało Polaków z większych opresji, pozwoliły nam przetrwać ten kolejny rok zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Tego Państwu życzę z całego serca.