Zdobyć „Graala”, jakim jest wrak ORP „Orzeł”. Na to odkrycie czeka cała Polska…

Po sukcesie z odnalezieniem między innymi Okrętu Rzeczpospolitej Polskiej „Kujawiak” i osiemnastowiecznego żaglowca „Diemermeer”, ekipa ze Stowarzyszenia Wyprawy Wrakowe najprawdopodobniej wyruszy już wkrótce na kolejne poszukiwania. Tym razem szykowana jest wyprawa w celu odnalezienia „Graala” poszukiwaczy, jakim jest ORP „Orzeł”, spoczywający gdzieś na dnie Morza Północnego.  

Trójka członków Stowarzyszenia: Mariusz Borowiak, Piotr Wytykowski i Krzysztof Korszewski poinformowali podczas środowego spotkania w kołobrzeskim Muzeum Patria Colbergiensis, że obecnie skupiają się na przygotowaniu wyprawy, której celem będzie lokalizacja legendarnego Okrętu Rzeczpospolitej Polskiej „Orzeł”.  O przygotowaniach dużo członkowie Stowarzyszenia ze zrozumiałych względów nie chcieli zbyt dużo mówić:

  • Najważniejsze teraz dla nas jest odnalezienie naszego Graala, czyli „Orła”. To jest temat priorytetowy, jesteśmy skoncentrowani właśnie na tym okręcie – mówi Piotr Wytykowski, szef wielu wcześniejszych wypraw Stowarzyszenia.  – Nie jest to łatwy temat, mamy swoją teorię, uważamy że jest ona najbardziej prawdopodobna, a teren który musimy przeszukać jest bardzo duży, a to się wiąże z dużymi kosztami.

Koszt dwutygodniowej wyprawy oszacowany jest na około pół miliona złotych.

  • Wypływamy na Morze Północne, to jest też koszt wynajęcia jednostki, ma której  będziemy dwa – trzy tygodnie na morzu. Trzeba podkreślić, że nasza teoria jest na tyle prawdopodobna, że wydaje się, iż wrócimy z tarczą,  a nie na tarczy – mówił Mariusz Borowiak.

Badacze nawiązali do prowadzonych przez innych poszukiwaczy wraku „Orła” których odbyło się już 8, niestety ciągle bez efektów:

  • Zdajemy sobie sprawę, i wiemy, że szukają  w złym miejscu. My też nie ujawniamy wielu rzeczy. Nam się zarzuca, że nie robimy z tego „show”. Tak było w przypadku „Kujawiaka” czy innych wypraw. Lepiej być w świetle jupiterów po fakcie z tym „Graalem” – odnalezionym wrakiem, niż robić duże zamieszanie, gdy efektu nie ma – mówi Mariusz Borowiak.

Wyprawa Stowarzyszenia Wyprawy Wrakowe planowana jest na maj – czerwiec 2020.

  • W tym czasie Morze Północne jest na tyle spokojne, że praca sonarów będzie pewna na te badania – dodaje.

Nastroje wśród ekipy Stowarzyszenia „Wyprawy wrakowe” są optymistyczne, stąd pozostaje nam tylko oczekiwać informacji o wyprawie, zakończonej sukcesem. Niecierpliwie trzymamy kciuki.  Więcej w krótkim materiale wideo poniżej, a dla zaciekawionych: historia „Orła” w pigułce pod zapisem filmowym spotkania

 

Historia ORP „Orzeł” w pigułce.

Dlaczego ORP „Orzeł” jest tak ważny dla Polaków? Tego się w dwóch słowach nie da opisać, ale spróbujmy choć pokrótce dla tych, którzy historią się nie interesowali.

W przeddzień wybuchu II wojny Światowej polska marynarka miała w swoim składzie pięć okrętów podwodnych: „Ryś”, „Wilk”, „Żbik”, „Orzeł” i „Sęp”. Dwa ostatnie były najlepsze i najnowocześniejsze. „Orzeł” pojawił się w Gdyni 10 lutego 1939 roku. Jednak nie można powiedzieć, by były to wystarczające siły na tyle, by konkurować z Kriegsmarine. Gdy rozpoczęły się walki z Niemcami, w porcie gdyńskim stały okręty podwodne „Orzeł” i „Wilk”. By nie paść ofiarą nalotów Luftwaffe, niemal natychmiast opuściły rejon z odpowiednimi zadaniami do wykonania (akcja „Rurka” i „Worek”).

3 września „Orzeł” zajął pozycję na wschód od Helu i następnego dnia obrał kurs na Gotlandię. Tam dowódca okrętu – kmdr Henryk Kłoczkowski – chciał dokonać niezbędnych napraw, jednak w tym okresie objawy chorobowe Kłoczkowskiego nasiliły się znacząco. Już wówczas część załogi uważała je za symulowane. Z powodu choroby lub jej symulacji dalsze dowodzenie okrętem przez komandora stawało się niewykonalne.  „Orzeł” wszedł na redę portu w Tallinnie 14 września 1939 roku przed północą pod pretekstem naprawy dużej usterki. Ze stojącego na redzie portu okrętu Kłoczkowski motorówką, w obecności porucznika Mariana Mokrskiego, został przewieziony do Dowództwa Floty Estonii, a potem do szpitala. Porucznik Mokrski wrócił na ORP „Orzeł” rankiem następnego dnia. W ciągu dnia, po dwóch godzinach, stosowna komisja dokonała oględzin okrętu i nie stwierdziła żadnej usterki. Wkrótce potem okręt został przez Estończyków internowany i przeciągnięty do nabrzeża, ponieważ Estonia wypowiedziała rok wcześniej prawo azylu dla okrętów wojennych i zapowiedziała internowanie okrętów walczących państw.

Estończycy niezwłocznie przystąpili do rozbrajania załogi z broni osobistej, usunęli zamki z dział okrętu, zabrali pomoce nawigacyjne, mapy i dziennik nawigacyjny, rozpoczęli wyładowywanie amunicji i torped. Okręt wzięto pod straż – w pobliżu kotwiczyły estońskie okręty, na „Orle” wystawiono trzyosobowy posterunek. Z kwestią internowania oraz ucieczki „Orła” wiąże się wiele kontrowersji i jest to temat wielu publikacji i dysput historyków i pasjonatów. Faktem jest, że pobyt „Orła” w tallińskim porcie przedłużono o całą dobę. W nocy z 17 na 18 września, w czasie ucieczki z portu, okrętem dowodził kpt Jan Grudziński.  Bazując jedynie na spisie latarń, których nie zabrali Estończycy,  stworzono prowizoryczną mapę  morza, według której załoga próbowała się kierować do Wielkiej Brytanii. Na Morze Północne dotarła 12 października, i po udanym kontakcie z sojusznikami, z eskortą niszczyciela Royal Navy, 14 października załoga zawinęła do brytyjskiej bazy Firth of Forth.

W Wielkiej Brytanii polski okręt podwodny w pierwszej kolejności musiał przejść niezbędne naprawy oraz uzupełnić utracony wcześniej sprzęt. W dniach 16-17 listopada 1939 roku w Rosyth pojawił się gen. Władysław Sikorski, Naczelny Wódz i Premier Rządu RP na Emigracji, który wizytował w tych dniach polskie jednostki morskie. Trwające w tym czasie negocjacje między stroną polską a brytyjską zakończyły się porozumieniem w sprawie współdziałania – utworzony został specjalny Oddział Polskiej Marynarki Wojennej. Już 1 grudnia „Orzeł” powrócił do czynnej służby – w pierwszym etapie eskortował kilka wypraw konwojowych, od 18 stycznia 1940 roku rozpoczął samodzielną służbę patrolową przede wszystkim na wodach Morza Północnego.

Z upływającym czasem rosło zagrożenie atakiem wojsk Rzeszy na Norwegię, która zachowywała neutralność. Podbój Półwyspu Skandynawskiego byłby wzmocnieniem pozycji strategicznej Kriegsmarine. W kwietniu 1940 roku między innymi „Orzeł” patrolował wody przybrzeżne Norwegii. 8 kwietnia załoga została zaalarmowana dostrzeżeniem nierozpoznanego okrętu, który płynął w stronę wybrzeża Norwegii. Polska załoga zorientowała się, że ma do czynienia z zamaskowanym okrętem. Polacy wysłali do załogi dostrzeżonego statku sygnał ostrzegawczy, wzywający kapitana tej jednostki do zatrzymania. Niemcy ten sygnał zignorowali i rozpoczęli ucieczkę. „Orzeł” jednak szybko ich dogonił, po raz kolejny wysłał sygnał ostrzegawczy, grożąc użyciem torpedy. Dowódca jednostki ignorował te sygnały, wzywając jednocześnie lotnictwo do pomocy. „Orzeł” wystrzelił torpedę, potem drugą, która zatopiła jak się okazało: „Rio de Janeiro” – statek, który który przewoził niemieckich żołnierzy, przygotowanych do desantu podczas operacji przeciwko Norwegom. Dowódca „Orła” natychmiast poinformował swoich brytyjskich przełożonych o zatopieniu niemieckiego statku i żołnierzach – ale ta wiadomość nie spowodowała żadnego działania, przez co niemiecka ofensywa przeciwko Norwegii nie została zatrzymana. W kolejny dniach Orzeł starał się przeciwdziałać Kriegsmarine, a kampania norweska trwała w pełni. 16 kwietnia dowódca zdecydował się na wycofanie okrętu podwodnego z norweskich wód przybrzeżnych i 18 kwietnia powrócił do Rosyth.

23 maja „Orzeł” rozpoczął swój ostatni rejs. W pierwszych dniach czerwca admiralicja brytyjska straciła kontakt z polską załogą. Wreszcie 11 czerwca Polacy zmuszeni byli wydać smutny komunikat: „Z powodu braku jakichkolwiek wiadomości i niepowrócenia z patrolu w określonym terminie – okręt podwodny Rzeczypospolitej Polskiej ‘Orzeł’ uważać należy za stracony”.

Do dziś nie wiadomo, co stało się z „Orłem”. Niezaprzeczalnie była to niepowetowana strata dla Polskiej Marynarki Wojennej. Dzielna załoga z kmdr ppor. Janem Grudzińskim (awans pośmiertny) stworzyła kawałek świetnej historii, w której naczelne miejsce zajmuje brawurowa ucieczka z tallińskiego portu. (za: Portal II Wojna Światowa)

11 czerwca br. ruszyły zdjęcia do długo oczekiwanej produkcji – „Orzeł. Ostatni patrol” w reżyserii Jacka Bławuta. Film jest współfinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Premiera ma się odbyć w 2020 roku.

Odnalezienie wraku „Orła” byłoby nie tylko ważnym odkryciem, ale mogłoby dać wiele odpowiedzi na pytania, które nurtują nas za każdym razem, gdy temat powraca.

Ekipie Stowarzyszenia Wyprawy Wrakowe życzymy powodzenia i mocno w imieniu wszystkich trzymamy kciuki za udaną wyprawę. „Orzeł” czeka na Was…