ORP Kujawiak. Historia z głębin. Jego dzwon mógł być czasowo w Polsce, nawet w kołobrzeskim Muzeum…

Głównym celem poszukiwań Stowarzyszenia Wyprawy Wrakowe są jednostki okręty, statki samoloty związane z okresem II wojny światowej. Sztandarowym projektem Stowarzyszenia jest historia odnalezienia wraku polskiego niszczyciela eskortowego ORP Kujawiak – jednostki typu HUNT. O tym wraku oraz o spotkaniu z żyjącym marynarzem, który służył na „Kujawiaku” opowiadali badacze podczas  środowego spotkania w Muzeum Patria Colbergiensis. 

„Krakowiak”, „Kujawiak”, „Ślązak” – okręty Rzeczpospolitej Polskiej wydzierżawione od Brytyjczyków. Dla Polskiej Marynarki Wojennej były to jednostki nietypowe, gdyż jako jedyne należały do tzw. „niszczycieli eskortowych”  typu HUNT – a ściślej: HUNT II. Ich konstrukcja odbiegała od większych niszczycieli wcielonych do Marynarki przed II wojną światową, jak i w jej trakcie. Służyły w Polskiej Marynarce Wojennej krótko, gdyż od 1941 do 1946 roku, ale była to służba intensywna.  „ORP Kujawiak” służył w polskiej marynarce od 1942 roku.

  • Jak trafiliśmy na Kujawiaka? – opowieść o odkryciu tego okrętu zaczął Mariusz Borowiak. – Piotr wrócił z drugiej ekspedycji z Sierra Leone i będąc w domu, przeczytał informacje o przygotowywanym kursie archeologii podwodnej w pobliżu Ohio, gdzie mieszka. Podczas wykładów Piotr miał bluzę z wcześniejszych naszych wypraw. Człowiek, który siedział za Piotrem zapytał, co to za bluza, skąd jest i Piotr wytłumaczył, że jest Polakiem, że brał udział w ekspedycji, i nagle ten człowiek – Amerykanin –  mówi, że jego ojciec służył na polskim okręcie ORP Kujawiak i czy coś Piotr wie na temat historii tego okrętu, który zatonął w 1942 roku.

Tak w skrócie można opowiedzieć historię początków poszukiwań „Kujawiaka”. Zanim odkryto „Kujawiaka”,  odbyły się 4 wyprawy, które zorganizowało Stowarzyszenie „Wyprawy Wrakowe”. Wraku wcześniej szukali przez  72 lata nurkowie z Malty, Włoch i Anglii, ale to naszym badaczom udało się ten wrak odnaleźć. Była to ekspedycja zorganizowana wyłącznie przez Polaków – szefem wyprawy był Piotr Wytykowski.

  • Wrak udało nam się odnaleźć w 2014 roku  – mówi Krzysztof Korszewski. – Wrak się znajduje na głębokości 100 metrów, to jest dość głęboko. To są mniej więcej trzy dziesięciopiętrowe wieżowce postawione jedne na drugim.

Krzysztof Korszewski zaprezentował wizualizację „Kujawiaka” z dna morza w technice 3D. Okręt leży w całości na lewej burcie. Rufa jest najbardziej uszkodzona, ponieważ okręt tonął właśnie rufą w dół i to rufa przyjęła cały impakt uderzenia.

  • Odnaleźliśmy wrak w 2014 roku, ale eksplorowaliśmy go w 2015. Jest to wspaniały okręt, główne jego części są bardzo dobrze rozpoznawane. Byłem pierwszym człowiekiem, który do niego dotarł. Nigdy nikogo tam przede mną nie było, niesamowite uczucie, niczym pierwsze wejście na Mount Everest… – opowiada Piotr Wytykowski.

Badacze ze Stowarzyszenia chcieli odnaleźć żyjących świadków tragedii zatonięcia i udało się. W Nottingham mieszkał mat Kazimierz Stefankiewicz, który w momencie spotkania z polskimi badaczami miał 99 lat. Na wniosek Stowarzyszenia został uhonorowany przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Samo spotkanie badacze wspominają bardzo mile. Ze względu na wiek i stan zdrowia opiekująca się panem Kazimierzem rodzina prosiła o rozmowę maksymalnie trwającą 15 minut, a tymczasem skończyła się po kilku godzinach. Pan Kazimierz przyjął ich w tradycyjnie polskim stylu, przy suto zastawionym stole, wypił dwa kieliszki i żałował, że nie przyjechali do niego 20 lat wcześniej…

  • …bo wtedy bym pił równo z wami do białego rana…! – opowiadał przebieg spotkania Piotr Wytykowski.

Badacze wspominają, że pan Kazimierz był nieco zapomnianym człowiekiem. Mieszkał w Nottingham, to drugie miasto – środowisko Polonii. Pan Kazimierz nigdy nie był w żadnym stowarzyszeniu Marynarki Wojennej. Wojna go zastała jako stewarda na „Batorym”. W Nowym Jorku wysiadł 3 września, Amerykanie powiedzieli, że załoga może zejść na ląd i mogą tu pracować. Mat Kazimierz Stefankiewicz odszedł na wieczną wachtę 26 września 2019 r. Szczegóły opowieści będą dostępne na specjalnie przygotowanym filmie:

 

 

Wracając do opowieści o wraku ORP Kujawiak okazało się, że nie ma żadnej tablicy, żadnej informacji na temat śmierci 13 polskich marynarzy. Nie było też chętnych do jej sfinansowania.

  • Żadna organizacja, żadna władza,  marynarka, przez tyle lat nie potrafiła uhonorować tych marynarzy,  nie upamiętniła ich śmierci – mówił Mariusz Borowiak. – Stwierdziliśmy, że trzeba to zrobić. Tablica kosztowała nas 1500 euro. Złożyliśmy się sami i za swoje pieniądze ją zrobiliśmy. Wykonał ją architekt Maltańczyk za „dziękuję”.  Ta tablica teraz jest wystawiona w Barrakka Gardens, najbardziej reprezentacyjnym miejscu Valletty  –  to tak, jakby w Polsce przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Tam przechodzą tysiące turystów, tej tablicy nie sposób ominąć. A żeby było teraz „śmieszniej”, wszelkie delegacje państwowe składają teraz tam wieńce jako symbol pamięci dla naszych polskich marynarzy.

Oprócz tablicy, badacze z własnych pieniędzy sfinansowali odlaną z brązu tablicę informującą, kiedy wrak został odnaleziony i że jest to grób 13 polskich marynarzy. Tablica ta została umieszczona na jednym z relingów wraku. Jest z tym związana jeszcze jedna historia. Badaczom udało się dotrzeć do bratowej Czesława Olsztyna – marynarza, który zginął na „Kujawiaku”.

  • Jego bratowa, która mieszka pięćdziesiąt kilometrów od miejsca, w którym ja mieszkam,  skontaktowała się ze mną.  Jej mąż, czyli brat Czesława, zmarł rok wcześniej zanim odnaleźliśmy wrak. Zapytałem ją, czy coś chce, bo będę schodził na wrak pierwszy raz i czy ma jakieś życzenia. Pani przesłała mi paczkę, w której był krucyfiks dedykowany Czesławowi wiele lat temu, rodzina go ufundowała. Była na nim data i jako taka ikonka stał w centralnym miejscu w domu, gdyż oni wiedzieli tylko tyle, że Czesław zginął na okręcie, ale ani nie wiedzieli, gdzie ani nie znali żadnych innych szczegółów. Ten krucyfiks plus różaniec zaniosłem na wrak i wrzuciłem do jednego z bulajów w części rufowej. Tam dlatego, że w tej części doszło do eksplozji miny i podejrzewamy, że Czesław i pozostała dwunastka zginęła od wybuchu – opowiada Piotr Wytykowski.

Odkrywcom udało się zawiesić banderę na wraku Kujawiaka. Ta bandera była użyta do zakrycia tablicy w 2015 roku, a po jej odsłonięciu badacze uznali, że najlepszym dla niej miejscem będzie wrak „Kujawiaka”. I podczas trzeciej wyprawy tę banderę na Kujawiaku zawiesili. Niemniej trzecia wyprawa na wrak „Kujawiaka” miała jeszcze jeden cel:

  • My nie wyciągamy żadnych artefaktów z wraków. Naszym zadaniem jest zlokalizować wrak, sfotografować, nakręcić film i przekazać całą dokumentację. Ale stwierdziliśmy dość naiwnie, że wielkim szczęściem byłoby odnaleźć dzwon „Kujawiaka”, i żeby ten dzwon przyjechał do Polski. Okręt był wydzierżawiony od Brytyjczyków, czyli de facto była to jednostka brytyjska, wrak spoczywa obecnie na wodach maltańskich, ale załoga była polska – opowiada Mariusz Borowiak.

Trzecią ekspedycję badacze oceniają jako fiasko, zarówno pod względem problemów atmosferycznych, jak i innych. Przez dwa tygodnie udało się tylko 3 razy zejść do wraku.  Za drugim razem Piotr zawiesił banderę, a za trzecim- ostatnim…

  • Bez nadziei na sukces zeszliśmy we dwójkę do wraku. Została nam minuta do wychodzenia, bo na takich głębokościach musimy ustalić dokładnie plan, którego nie możemy przekroczyć nawet o minutę. Każda przedłużona minuta pobytu na stu metrach głębokości równa się trzydzieści minut więcej na wychodzenie na powierzchnię. I wtedy nam została praktycznie minuta, a mnie coś tknęło, gdy zobaczyłem taką wielką, metalową szafkę. Myślę: „a, zerknę sobie jeszcze pod tę szafkę”. Zerkam, a tam wisi sobie taki wielki dzwon, był zawieszony do góry nogami. Wielki sukces, wychodzenie, dekompresja się dłużyła, bo bardzo chciałem powiedzieć chłopakom, że jest sukces, że mamy dzwon, i że mimo niepowodzeń na początku, efekt był taki, jaki zakładaliśmy: wracamy z tarczą – opowiada Piotr Wytykowski.

Nurkowanie, by odciąć i wydobyć dzwon, wydłużyło się do czterech godzin. Badacze opowiedzieli o ogromnym stresie, jaki towarzyszył wydobywaniu dzwonu już na powierzchnię oraz na łódkę:

  • To był ogromny stres, bo gdyby stało się cokolwiek, i dzwon by wypadł  z ręki – nie byłby już do odnalezienia. Moment, kiedy Korek chwyta ten dzwon, ta radość, kiedy jest na powierzchni po tylu latach… Emocje były ogromne – opowiadają badacze.

Oczywiście nie było odpowiednich zgód na wywóz dzwonu do Polski. Jak opowiadają nurkowie, pisma między Polską a Maltą, na wyrażenie zgody wywiezienia dzwonu z Malty trwały około roku.

  • Zakładaliśmy jako stowarzyszenie, że bardzo chcemy choćby ten jeden artefakt.  Wiedzieliśmy, że wrak nie należy do Polski, ale to jest jedyny dzwon z polskiego okrętu, który został zatopiony po 1939 roku. To jest też pierwszy okręt polski, na który nurkowali polscy nurkowie, bo wielokrotnie się mówi, że „Grom” był pierwszy. Na „Grom” najpierw nurkowali Norwedzy, dopiero potem Polacy, którym Norwedzy wskazali pozycję „Groma”. „Kujawiak” jest pierwszą jednostką przez Polaków odnalezioną, przez Polaków znurkowaną, eksplorowaną, sfilmowaną. Jedynym niepowodzeniem mimo naszych starań, wymyśliliśmy sobie, że ten dzwon zostanie przewieziony do Polski. Dobry rok szła korespondencja: wiedzieliśmy, że ten dzwon nie może trafić do Polski na stałe. Wymyśliliśmy sobie czasową ekspozycję. I pierwszym miejscem miał być Kołobrzeg i Muzeum Oręża Polskiego, później Muzeum Marynarki Wojennej, jednak wszystko się zatrzymało o pieniądze. Były one na tyle wysokie, że żadna placówka nie była w stanie pokryć kosztów ubezpieczenia – mówił Mariusz Borowiak.

Dzwon jest obecnie eksponowany w Muzeum Morskim w Valletcie. Ma być przygotowywana ekspozycja wizualna.

  • Maltańczycy okazali więcej wsparcia i pomocy niż polskie władze. Maltańczycy mają szczególną słabość do tego okrętu, bo on szedł z pomocą z konwoju dla broniącej się Malty i oni tak troszkę uważają, jakby to była ich jednostka. Nawet popłynęliśmy ich okrętem na miejsce, gdzie leży „Kujawiak”, tam zostały puszczone wieńce, widać po prostu ich zaangażowanie. My mamy tylko tę dziką satysfakcję, że my, Polacy, go odnaleźliśmy – mówi Mariusz Borowiak.

A jeśli chodzi o tę „barierę” finansową, której żadne Muzeum w Polsce nie mogło udźwignąć, to jest ona rzędu… tysiąca złotych miesięcznie.

  • Na dzwonie nie ma nazwy „Kujawiak”, jest nazwa pierwotna. Brytyjczycy nam nic nie dali. Jednostki były dzierżawione, my za nie musieliśmy płacić. Na dzwonie liternictwo nie ma nic wspólnego z „Kujawiakiem”, nawet pan Kazimierz był przekonany, że jest tam nazwa „Kujawiaka”. Wszystkie inne: „Orkan”, „Granat”, „Piorun”, w momencie przejęcia przez Marynarkę miały zmienione dzwony na te z nazwami polskich okrętów. „Kujawiak” był w służbie ponad rok czasu – nie wiemy, z jakich przyczyn dzwon nie został zmieniony. Mieli ponad rok, by tego dokonać. Jest na nim nazwa pierwotna brytyjskiego niszczyciela – mówi Mariusz Borowiak.

By pamięć o „Kujawiaku” zwłaszcza wśród Polaków nie zginęła, powstały książki o historii i o przygodzie. Powstał również film o poszukiwaniach „od kuchni”, zrealizowany w konwencji National Geographic Channel. Temat „Kujawiaka” zakończony został całkowicie w 2017 roku.

  • Zrobiliśmy wszystko, co można, nikt nic więcej nie zrobi – mówi Mariusz Borowiak.

Wspomnienia mata Kazimierza Stefankiewicza  były kilkakrotnie publikowane przez Borowiaka w książkach: Podwodni tropiciele. Tajemnica wraku niszczyciela eskortowego ORP „Kujawiak”, Niszczyciel eskortowy ORP „Kujawiak” i Hunt-Clas Destroyers. In Polish Navy Service. Do zakupienia na stronie Stowarzyszenia na FB:  Shipwreck Expeditions – Wyprawy Wrakowe oraz na stronie FB: Książki Mariusza Borowiaka. Pozostanie po „Kujawiaku” jedynie dokumentacja 3D, tablice upamiętniające i książki z niezapomnianych i ważnych dla historii Polski odkryć, których dokonali nurkowie – badacze ze Stowarzyszenia Wyprawy Wrakowe. Co dwa lata Stowarzyszenie organizuje Festiwal Nurkowania Wrakowego-  jedno z największych wydarzeń wśród nurków z całego świata. Podczas tego wydarzenia uczestnicy przedstawiają prezentacje i tam zostanie przedstawiona również ta z „Kujawiaka”. Obecnie Stowarzyszenie pracuje nad pomnikiem, upamiętniającym z imienia i nazwiska wszystkich poległych marynarzy w czasie II Wojny Światowej.  Pomnik miałby stanąć w Gdyni. (niżej dalsza część tekstu)

 

 

Więcej szczegółów w materiale wideo – zapis spotkania z odkrywcami „ORP Kujawiak”w kołobrzeskim Muzeum Patria Colbergiensis:

 

Zdjęcie główne: kadr ze zwiastuna filmu o odkryciu okrętu ORP „Kujawiak” u wybrzeży Malty. Cały film jest dołączony do książki „Podwodni Tropiciele” Mariusza Borowiaka. Film w reżyserii Piotra Kardasza. 

Dodaj komentarz