„Nie sądźcie, byście nie byli sądzeni…”

Od wtorkowej sesji nie ustają komentarze – nie, nie komentarze. To zwyczajne „grillowanie” jednej, konkretnej osoby: byłego prezydenta miasta. Bez spojrzenia na drugą stronę, bez analizy, korci więc zadać pytanie: dlaczego tak lubicie osądzać na podstawie czyjegoś twierdzenia…? Dlaczego? Co z nami, wyższym podobno gatunkiem, się stało…?

Z ludzkiego punktu widzenia, wyłącznie z ludzkiego, należałoby się wstrzymać z jakimkolwiek osądzaniem. Tak niedawno była akcja przeciwko hejtowi: i jaki jest tego wynik? Najczęściej krzyczą ci, co mają na zdjęciu profilowym nakładkę „Strefa bez nienawiści”. Bo jak obcego grillują, to jest OK, jak mojego – to w imię „wyższego dobra” lecimy z koksem. Socjologowie mają pełne ręce roboty, prawnicy również. I mało kto pamięta, że za każde słowo należy ponosić odpowiedzialność.

Cóż bowiem powiedział mecenas na sesji? „Gromek, oddaj moje własne, prywatne pieniądze”. Bardzo dwuznaczne stwierdzenie. Jeśli kupił działkę, na której nie mógł wybudować tego, co chciał, to równie dobrze mógł mieć na myśli zwrot pieniędzy za działkę.  Przed sądem karnym musi mecenas udowodnić swoje stwierdzenia, a z tym może nie być już tak łatwo. Jeśli mecenas zostanie pozwany z art. 212, może mieć kłopoty z udowodnieniem, gdyż sąd bada sprawę jasno: powiedziałeś nieprawdę, albo prawdę, czyli pomówiłeś lub nie. I to pomawiający musi udowodnić, że mówił prawdę. Jeśli jeszcze były prezydent nie uzyska mandatu senatora, będzie mógł wykazać bezpośrednie skutki takiego dwuznacznego stwierdzenia, stąd pozew z prywatnego oskarżenia ma głęboki sens. Niemniej pozwanie za tę dwuznaczność do sądu w trybie wyborczym byłoby również wskazane, choćby ze względu na wyborców, którzy nie znając spraw dokładnie stają przed wielkim dylematem. Dwuznaczność tego stwierdzenia jest zbyt widoczna, by pozostawić to wyłącznie trybowi wyborczemu, który bada sprawy pobieżnie. Formalnie nic nie stało na przeszkodzie, by sprawę skierować dwutorowo: w trybie wyborczym i w procesie karnym. Dlaczego tak były prezydent nie zrobił, to wiedzą już jego prawnicy.

Inna sprawa, która nasuwa pytania:  dlaczego mecenas zrobił to teraz, w czasie kampanii wyborczej? Dlaczego nie mówił prawdy, że media się tematem nie interesowały? Dlaczego nie wypowiedział tego wcześniej – miał niejednokrotnie okazję, to nie był jego pierwszy publiczny występ. Przecież chłodnym okiem patrząc, czasami z pewnymi wiadomościami czeka się do kampanii wyborczej. Czy to miało miejsce również teraz?

Póki co, jest o wiele więcej pytań niż odpowiedzi, na proces karny – jeśli do tego dojdzie – będziemy musieli poczekać. Ale tego najwyraźniej nie chcą zrozumieć przeciwnicy polityczni, którzy w wypowiedzi mecenasa wyraźnie widzą wyłącznie wzięcie łapówki i niczego więcej.  A my i tak całej prawdy już nie poznamy, bo każda tak bardzo dziś zaangażowana strona będzie miała swoje, z góry wyrobione zdanie.

Apeluję jednak o rozsądek w tych „ocenach”, bo nigdy nie jest tak, że jest tylko jedna strona medalu. Szkoda, że tak mało osób na to patrzy z ludzkiego punktu widzenia. Lubimy oskarżać. Lubimy, gdy ktoś pierwszy rzuci kamieniem, chętnych do kolejnych rzutów wtedy nie brakuje, kamieni również. Mnie osobiście to przypomina średniowieczne palenie na stosie. Publiczny lincz. Nie tak się odwołuje przewodniczącego rady miasta, nie tak się pokonuje kandydata wyborczego, nie tak załatwia się swoje sprawy prywatne – publicznie się tego po prostu nie robi chyba, że się chce kogoś po prostu zniszczyć.

Zawsze ocenianie jakiejś sytuacji, bez gruntownego poznania dwóch stron, powinno się spotkać co najmniej z brakiem dokładania żaru do ognia. Ale nie, u nas musi być żar, ogień, knucie, zemsta, sensacja, coś się dzieje w mieście, notowania temu rosną, temu spadają – a potem… „To była przecież tylko kampania”. „No ja przecież wiedziałem, że coś musi być na rzeczy” – lub w razie wygranej: „no ja wiedziałem, że jesteś niewinny, zawsze trzymałem twoją stronę…” Tak chętnie nadużywamy słowa „karma wraca”- ale najczęściej wtedy, gdy nam ktoś zrobi coś złego. Jakże rzadko analizujemy to powiedzenie w stosunku do siebie, a przecież „nie sądźcie, byście nie byli sądzeni. Jaką miarą mierzycie, taką Wam odmierzą. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie”. Szkoda, że trzeba procesów sądowych, by o tym pamiętać. Często po czasie, ale warto wyciągać wnioski z tego, co się powiedziało i do kogo.  Wielu z nas przerabiało już podobne sytuacje na własnej skórze.

Jeśli jednak tak koniecznie chcesz być tą osobą, która będzie podsycać ten żar i musisz się wypowiedzieć, to najpierw warto  przeanalizować sprawę z dwóch stron. Zawsze i wszędzie. Czy jesteś w stanie udowodnić to, co piszesz w razie czego przed sądem? Czy tylko klepiesz, bo wszyscy gadają, bo ktoś zaczął? Czasem warto dać czasowi czas i pozwolić innym robić swoje. Ważmy swój głos w każdej sytuacji, nie tylko w wyborach.