Locha zaatakowała kołobrzeżankę. Dalej chcecie dzików w mieście…?

Do bardzo przykrego zdarzenia doszło w miniony poniedziałek. Kołobrzeżanka Małgorzata Horyń – Olszewska szła do pracy. Szła dość szybko, było to tuż przed siódmą rano, nie chciała się spóźnić. Zwyczajowo chodzi “na skróty” obok kołobrzeskiego cmentarza wojennego. Dzięki temu, że jest tam postument do obrządków mszalnych, być może dzisiaj żyje.

W miniony poniedziałek szybkim krokiem szła sobie znaną trasą. Jakież było jej zdziwienie, kiedy otworzyła furtkę i stanęła oko w oko z lochą. Dziwne było to tym bardziej, że jak zauważyła, locha była po tej drugiej stronie ogrodzenia, a jej małe warchlaki po innej. Locha nie czekała na nic, rozpoczęła szarżę na panią Małgorzatę.

Kto tego nie przeżył, ten nie wie – to nagły zryw potężnej masy, z charakterystycznymi groźnymi odgłosami. Locha potrafi ważyć powyżej stu, a nawet do trzystu kilogramów. Zrywa się gwałtownie nie patrząc, gdzie są jej warchlaki. Ma jeden cel: dopaść osobę, która w jej mniemaniu zagraża jej małym. Niestety, skutki ataku lochy bywały już śmiertelne. Zderzenie z nią może przypominać zderzenie z pędzącym samochodem.

Pani Małgorzata sparaliżowana strachem, nie spanikowała. Pamiętała, że nie można uciekać przed dzikiem. Kątem oka zauważyła postument, na którym księża odprawiają mszę.

To były ułamki sekund – opowiada jeszcze dziś przerażona. – Nie miałam żadnych szans, by jej uciec. Uznałam, że jedynym ratunkiem jest wdrapanie się na ten postument, miałam nadzieję, że będzie to za wysoko dla lochy. Gdy się tam dostałam, ona biegała wokół mnie, próbowała nawet wskoczyć  za mną. Cały czas tak groźnie pomrukiwała, te dźwięki były przerażające…

Pani Małgorzata próbując się ratować, zadzwoniła do swojego szefa, Piotra Lewandowskiego.

 Ustaliliśmy, że natychmiast przyjdzie tam ekipa z Zieleni. Musiałam tylko czekać i mieć nadzieję, że locha nie wskoczy na ten postument…

-opowiada pani Małgorzata. Koszmar z okrążającą lochą i przerażoną panią Małgorzatą trwał jeszcze chwilę. Niespodziewanie pojawiły się w niewielkiej oddali czyjeś głosy. Być może to spowodowało, że locha odstąpiła od ataku i udała się w kierunku swoich małych. Jak się później okazało, owe głosy to była ekipa również z „Zieleni”, pracująca na cmentarzu komunalnym i to oni  pomogli  Pani Małgorzacie zejść z postumentu. Kołobrzeżanka szczęśliwie nie odniosła żadnego uszczerbku ciała,  ma tylko trochę siniaków i zadrapań.  Jednak widoku szarżującej lochy bezpośrednio na nią  nie zapomni do końca życia.

 

 

(Fot.: 1771391 z Pixabay)

2 thoughts on “Locha zaatakowała kołobrzeżankę. Dalej chcecie dzików w mieście…?

  1. Biedne zwierzęta ! Przeżyły chwile przerażenia!
    Oko w oko z człowiekiem , nie mają szansy 🙂

Komentarze są zamknięte