Wart Pac pałaca...

Wart Pac pałaca...

Zupełnie nie rozumiem oburzenia co do obsady stanowisk w mieście. Zaskoczeni…? A czym? Tym, że Kamil Barwinek dostał dobrą pracę? No cóż, można by było z lekka ironicznie powiedzieć, że absolutorium kosztuje. To, co zrobił nowy klub radnych to był polityczny majstersztyk, ale każdy obserwator sceny politycznej mógł wiedzieć, że tak bez niczego nikt barw klubowych nie zmienia. Czekaliśmy na ciąg dalszy.  Radny szybko otrzymał szefostwo komisji i od lipca nową, lepiej płatną pracę. Niemniej nie widzę większego sensu krytykowania takiej postawy. Poza ambicjami i pędem do kariery, skądinąd działaniem chwalebnym, radny jest społecznikiem i zaangażowania w pracę na rzecz swojego osiedla czy też miasta nie można mu odmówić. Ale…

Ale pozostaje niesmak, nie ukrywajmy. Nie tak to miało wyglądać. Od zawsze sprzedaż swoich przyjaciół w zamian za osobiste korzyści nie jest i nie będzie niczym chwalebnym. Nawet w polityce.

Inny przykład: Maciej Bejnarowicz – z zastępcy dyrektora został dyrektorem. Kiedy trzy miesiące temu rozmawiałam o tym zarówno z radnym, jak i z dyrektorem Leszczyńskim, było praktycznie wiadomo, że będzie konkurs i że Maciej Bejnarowicz jest najlepszym kandydatem. Nic dodać, nic ująć. Dla mnie żadne zaskoczenie. No ktoś musi dyrektorem być. I na nic komentarze działaczy PO w stylu: „cała PO się cieszy, kolejny awans naszego”. To Wy, droga Platformo, tak nauczyliście kolejne pokolenia radnych. Takie przekazaliście polityczne wartości, i one właśnie owocują. To wy byliście kiedyś PO-PiS. Sposoby uprawiania polityki niewiele się zmieniły, choć drogi programowe rozeszły się na różne bieguny.

A co dziś robi PiS…? „Przez osiem lat…” i tak dalej, to teraz wolno wszystko, bo „oni przez osiem lat tak robili”.  Znane? Znane! Z obydwu stron. Przykłady można mnożyć, a “jak wróbelki ćwierkają”, to nie koniec, gdyż w tej kadencji jest jeszcze pracy i stanowisk trochę do rozdania zarówno dla jednej, jak i drugiej strony. Zatem: wart Pac pałaca, a pałac Paca. I tyle.

A jeśli – co niestety mało prawdopodobne – zlepek partii wygra wybory parlamentarne, czy Państwo sądzicie, że zmian stołków nie będzie? Będą! Raz na zawsze trzeba zrozumieć jedno: jeśli wciąż wybieramy te same osoby, to mamy co mamy. I żal możemy mieć wyłącznie do siebie. Bo w mniejszym stopniu winien jest ten, co bierze – znacznie większą odpowiedzialność ponosi ten, który daje lub proponuje.

Wyborców w żadnym stopniu to nie zwalnia od odpowiedzialności za oddany głos. Nie każda „jedynka” jest wzorem – jest za to starannie wypracowanym przez sztab wyborczy psychologicznym chwytem na pewny głos. Głosujesz na „jedynki” z przyzwyczajenia? To dlaczego się teraz dziwisz…? Stawiasz krzyżyk przy nazwisku znanym z czego? Ze zrywania plakatów przeciwników w noc wyborczą? Czy tłumaczysz sobie, że lepszy „swój wróg” niż nowy? A może nie miałeś czasu na zapoznanie się z innymi kandydatami?

Oczywiście, że pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. To jest ta obawa przed nowymi. Warto zatem patrzeć, z jakich wzorców czerpie ów nowinek startując do Rady, kto jest jego/jej guru partyjnym, kto jest „jedynką” z listy.  Dlatego jestem zdecydowanie za tym, aby w miastach pozostały okręgi jednomandatowe. Do Parlamentu możecie sobie iść blokami partyjnymi, ale tu, na miejscu, to my pozostaliśmy z partyjnymi uzdolnieniami, a nie z wybranymi dobrowolnie sąsiadami. Wniosek jest jeden: im więcej nowych osób będzie w Radzie – właśnie dzięki choćby lokalnym jednomandatowym okręgom – tym mniej pewne praktyki handlowe będą stosowane. Moim oczywiście zdaniem.  

Żaneta Czerwińska

 Image by Public Domain Pictures from Pixabay

Skomentuj przez Facebook
4 Comments
  1. Wiem jedno , głosować więcej w wyborach samorządowych nie pójdę dopóki nie pojwi się jakiś komitet całkowicie wolny od polityków. Szkoda czasu.

    1. W ostatnich wyborach w Kołobrzegu taki komitet był – Kołobrzeżanie. Z całą stanowczością twierdzę, że nie byli w żaden sposób powiązani z polityką. Przekroczyli próg 6 procent, ale żaden nie dostał się do Rady – właśnie tak działa metoda d’Hondta, zabijająca wręcz oddolne inicjatywy. I zgadzam się w stu procentach, miejmy nadzieję, że w następnych taki komitet się również pojawi i nieco wcześniej, by dać się poznać mieszkańcom.

      1. Również uważam, że powinny istnieć JOW-y przynajmniej na poziomie lokalnym.
        Inna sprawa, że JOW-y, metody liczenia głosów i inne takie nie rozwiązują chyba najważniejszego. Komitety za którymi stoją duże partie mają za sobą pieniądze, media, ludzi od plakatów i można wymieniać i wymieniać. Na starcie ogromna przewaga , praktycznie nie do nadrobienia.

        1. Niekoniecznie. Do poprzedniej Rady weszło jednak kilka osób, które nie szły z nadania partyjnego. A też partie kładły ogromne środki na kampanię swoich kandydatów. To JOW-y spowodowały, że Platforma wtedy te wybory przegrała w mieście. Zobaczymy, mamy 4 jeszcze lata😊

Comments are closed.