Zabytki pod ostrą (?) kontrolą. Śladem publikacji

O sprawie niszczenia zabytków pisaliśmy niespełna rok temu, kiedy w życie weszła nowa, rygorystyczna ustawa dotycząca właścicieli zabytków. I od tamtej pory w praktyce niewiele się zmieniło. Zabytki jak stały, tak stoją (na szczęście – jeszcze stoją), jak niszczały – tak niszczeją. Za to wydaje się, że w najlepsze zadziałała metoda „spychologii”. 

Przypomnijmy: zgodnie z ustawą z dnia 22 czerwca 2017 r. o zmianie ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, organy administracyjne zyskały nowe narzędzia, by zadziałać szybciej i podjąć bardziej skuteczną egzekucję obowiązków nałożonych na właścicieli zabytków. O tej sprawie pisaliśmy na początku ubiegłego roku w artykule:  Jesteś właścicielem zabytku? Jak zaniedbanego, możesz nawet trafić do więzienia.

W myśl ustawy od 1 stycznia 2018 roku za celowe niszczenie zabytku będzie można trafić do więzienia nawet na 8 lat. Nowe, restrykcyjne przepisy zakładają, że inwestor zapłaci nawet pół miliona złotych za celowe niszczenie kamienicy lub pałacu. Zmiany w przepisach mają na celu zapobiegać celowemu niszczeniu, np. wyburzaniu budynków po to, by pozyskać działkę budowlaną pod nową zabudowę. Za prowadzenie robót budowlanych przy zabytku i wokół niego grożą kary od 500 zł do 500 tys. zł. Kary grożą również osobie, która uniemożliwia lub utrudnia dostęp do zabytku organowi ochrony zabytków – od 500 do 2 tys. zł. Kary będzie wymierzał w formie decyzji konserwator zabytków. Do tej pory takie naruszenia były traktowane jako wykroczenia i to sądy ustalały, jaką karę wymierzyć.

Po roku czasu kołobrzeski radny Dariusz Zawadzki – przywołany również we wspomnianym artykule – ponownie złożył interpelację w sprawie działań Miejskiego Konserwatora Zabytków w sprawie Baszty Lontowej. Odpowiedź na interpelację była nieco zdumiewająca.

Przywołano w niej między innymi porozumienie z roku 2013, z którego wynika, że decyzje odnośnie nałożenia kar pieniężnych na właścicieli zabytków należą do wojewódzkich konserwatorów zabytków. Przytoczono również prace, jakie wykonał właściciel Baszty Lontowej, w których chociaż pojawia się określenie „prowizoryczne”, to zdaniem konserwator zabytków jednak nie miały one podstaw do nałożenia kary. Konserwator wskazała również na to, że właściciel „jest w trakcie opracowywania projektu budowlanego remontu budowlano – konserwatorskiego” i zamierza etapować prace.

Ta odpowiedź absolutnie nie satysfakcjonuje radnego Dariusza Zawadzkiego.

  • Pani konserwator zabytków zachowuje się jak manager lobby budowlanego, a nie jak konserwator. Ma możliwości większe niż przedstawia. Na najbliższej sesji Rady Miasta postaram się wykazać jej niekompetencje – zapowiada radny.

Komentarz:

Konserwator zabytków ma większe możliwości sprawcze niż w odpowiedzi na interpelację radnego chciała wykazać. Przede wszystkim powinna tu mieć miejsce wyższość ustawy nad porozumieniem. Nawet jeśli nakładanie kar należy do obowiązków wojewódzkiego konserwatora, to jednak miejski jest od tego, by o takie wnioskować. Może też wykonać szereg innych działań, które nałożyła nowa ustawa. Tymczasem Baszta Lontowa jest w tragicznym stanie, podobnie wiele innych zabytków wykazanych w przytaczanym artykule. Nie odnotowano przez rok funkcjonowania ustawy żadnych wzmożonych starań o renowację, utrzymanie, konserwację zabytków w stopniu większym niż dotychczas. Wydawać się może, że miejscy fascynaci historii robią w tym kierunku więcej niż sama konserwator miejski. Zamiast wykazywać realną troskę o zabytki, rzeczywiście sprawia wrażenie, jakby szukała luk prawnych, by pozostawić stan rzeczy taki, jakim jest. Do sprawy wrócimy.

Żaneta Czerwińska