Sami swoi kołobrzescy

„Jak swoi żyją, to i nam tu żyć” („Sami swoi”, reż. S. Chęciński)

Jakość pracy miała być inna. Ileż można zwalać na PO, że oni robili to, tamto, to i nam wolno. Nie! Nie wolno! Właśnie wy, drodzy (dla naszej kieszeni) radni, mieliście prezentować inną jakość. A tymczasem…

Wiele jest prawdy w powiedzeniu: „ryba psuje się od głowy”. Jak w rządzie, tak na niższych szczeblach: kolesiostwo, rozdawnictwo – „bo Platforma przez osiem lat…” Ten schemat usprawiedliwienia swoich partyjnych poczynań niestety dotarł do Kołobrzegu.
Najpierw zaczął sam szef klubu radnych PiS Maciej Bejnarowicz. Niedługo pozostawał bez pracy. Otrzymał pracę w Sanatorium MSWiA. Na stanowisku, a jakże. Od szefa, czyli „od głowy” idzie dalej.

Podczas dzisiejszej sesji koleżanki z TKK zapytały radnego Kamila Barwinka czy to prawda, że będzie pracował w „Niwie”. O dziwo – zaprzeczył. Tymczasem po kilku godzinach pojawiły się oficjalne wieści o tym, że jednak jest to prawdą i zajmie tam stanowisko specjalisty od marketingu. Bez konkursu, z polecenia kolegi – jak czytamy na portalu e-kg.pl. I po co było zaprzeczać…? Jest młody, przedsiębiorczy, ma wykształcenie i doświadczenie i jakoś chyba „obroniłby się” w tym miejscu pracy. Sprawdził się przy organizacji cyklicznych imprez jak finały WOŚP, Wigilia Dla Samotnych, czy jako sędzia przy meczach charytatywnych. Widocznie jednak wstydzi się nowego zajęcia od PIS-owskiego koalicjanta, gdyż „Niwa” to ośrodek ogólnie nazwijmy to „państwowy”. Faktem jest, że spotkać tam może parę osób z ugrupowania innego, co tylko potwierdza tezę – czy PO, czy PiS, kolesiostwo jest, było i będzie. Ale teraz miało być przecież inaczej…

Bo ciekawe jest, że prywatne spółki nie mają tak na zawołanie wolnych miejsc pracy. Upycha się więc tymczasowych „swoich” na stanowiskach zależnych od: miasta – jeśli rządzi większość w mieście – lub w państwowych, jeśli rządzi przeciwnik tych, którzy rządzą w mieście. Proste. Ci, co sprzyjają PiS, będą mieli posady w spółkach „państwowych”, czyli na przykład Wody Polskie, czy PŻB, czy też „Niwa” właśnie. Niestety, nie politycy są temu winni, ale my sami. To my sami ich przyzwyczailiśmy do lawirowania swoimi obietnicami, zmieniania poglądów i nabywania innych „umiejętności”, które ujawniają się tylko u polityków. Gdyby nie nasze poparcie ich działań, polityk nie miałby racji bytu. Ale my umiemy tylko wylewać jad w komentarzach internetowych, najbezpieczniej pod pseudonimem, a zagłosujemy i tak na tych samych. Bo… „Wróg? A wróg. Ale swój, mój, nasz… Na własnej krwi wyhodowany. Czy trzeba nam szukać nowego wroga, jak tu pod bokiem znalazł się stary? Toż to by było nie po bożemu”.

Szykuje się kilka jeszcze innych stanowisk „do wzięcia”. Ryba przecież jak się psuje, to cała.