Myśleć o mieszkańcach - rozmowa z Robertem Kaimem, kandydatem nr 1 z okręgu nr 3

Myśleć o mieszkańcach - rozmowa z Robertem Kaimem, kandydatem nr 1 z okręgu nr 3

Wybory samorządowe do okazja do tego, by dać wybór, dać możliwość prawdziwych zmian w kwestii zarządzania miastem. W tym roku od nas zależeć będzie, czy zobaczymy te same twarze w radach, czy damy szansę innym, nowym twarzom.  W tym roku mamy też możliwość wybrać osoby nie związane z polityką, bez powiązań partyjnych, a na to mieszkańcy Kołobrzegu oczekiwali lata całe.  Dziś o sprawach mieszkań, Osiedlu “Zamoście” i możliwości budowy strefy ekonomicznej, sprawach drobnych i codziennych rozmawiamy z Robertem Kaimem, kandydatem nr 1 z okręgu nr 3. 

 

W poprzednich rozmowach wspominaliśmy już o początkach KWW „Kołobrzeżanie”. Na początku to było Stowarzyszenie, które po prostu… było. Co zadecydowało o starcie w wyborach? Jak Stowarzyszenie przekształciło się w Komitet Wyborczy…?

Stowarzyszenie powstało,  gdy kilkoro ludzi, znajomych z różnych środowisk spotkało się, by porozmawiać o swoich spostrzeżeniach na tematy miejskie. Wcześniej dzieliliśmy się nimi tak luźno, tak sobie, przy różnych okazjach. Kiedy zaczęliśmy się spotykać w szerszym gronie okazało się, że jest nas więcej – osób myślących tak samo, mających te same poglądy. I zaczęliśmy regularnie organizować takie spotkania, gdzie analizowaliśmy wiele spraw miejskich czy na przykład omawialiśmy budżet miasta. I tak zawiązało się Stowarzyszenie „Kołobrzeżanie”.

A czy wiedzieliście już wtedy, że wystartujecie w wyborach?

Gdzieś w tle był taki plan. Nie wiedzieliśmy, nie byliśmy pewni, czy to wypali, ale taki plan gdzieś w domyśle był. I w tym roku podjęliśmy decyzję.

… co było zaskoczeniem dla wielu osób. To bardzo dobra premia na początek. Niemniej jak zaskoczeniem była rejestracja Waszego Komitetu, tak również zaskoczeniem było to, że nie macie swojego kandydata na prezydenta.

Stało się to dlatego, że my naprawdę nie jesteśmy politykami. Wszyscy mamy swoje prace życia, nie żyjemy polityką. Jesteśmy w stanie poświęcić czas dla spraw miasta, mieszkańców, ale mamy swoje życie, którego nikt nie jest w stanie poświęcić dla funkcji, jaką jest funkcja prezydenta miasta.  Dla wielu z nas niekoniecznie jest to atrakcyjna funkcja.  Chcieliśmy pozyskać niezależnego kandydata na  prezydenta, i były prowadzone rozmowy, ale również i tu nie był nikt w stanie poświęcić swojego życia i czasu. Nie chcieliśmy, by wszystko było na tak zwaną „sztukę” – chcieliśmy, by nasz kandydat był realny i mógł zaistnieć. Ja sam nie robię nic dla pozorów, jeśli czegoś się podejmuję, to z wiarą w sukces i tak samo chcieliśmy, by taki był nasz kandydat. Może przy następnych wyborach będzie inaczej, ale teraz tak zadecydowaliśmy.

Najbardziej ciekawi mieszkańców czy obecnych polityków miejscowych fakt, że jesteście naprawdę bezpartyjnym komitetem. Nie szukacie też żadnych ludzi z partii.

Nawet odrzucamy takie osoby. Było tak, że osoby nas szukały i chciały się z nami porozumieć, ale odrzucaliśmy ich propozycje ze względu na ich przynależność partyjną. Ważna jest dla nas nawet kwestia współpracy- chcemy współpracować wyłącznie z osobami nie powiązanymi z żadną partią czy ugrupowaniem.  My reprezentujemy mieszkańców, a osoba, która jest kilkanaście lat radnym, nie jest w stanie spojrzeć na miasto i jego problemy z perspektywy zwykłego Kowalskiego. Już nie umie, już jest przesiąknięta polityką. Przykład: przeglądam sobie programy wyborcze, i co widzę…? Jeden z kandydatów  w swoim spocie obiecywał przedszkole, idzie z tym pomysłem na łatwiznę, bo tego przedszkola ciągle nie ma. On co cztery lata robi „kopiuj – wklej” do ulotki wyborczej i nikt go z tego nie rozlicza. Pozostali również przepisują co cztery lata pewne punkty, bo nie są w stanie ich zrealizować. W przeciwieństwie do właśnie takiego politycznego myślenia  nasz program jest żywy, my wszystko mamy out of box, do tego otwarte umysły, by się niczym nie ograniczać. Jeśli nam się uda dostać do Rady, to nikt nam niczego nie narzuci, nie będziemy mieć żadnej  dyscypliny.

Jeśli nie chodzi o władzę, to o co…?

Nam chodzi o to, by w końcu ktoś usłyszał prawdziwy głos mieszkańców.

W takim razie załóżmy: część z Was wchodzi do Rady, dostaje mandat. Jeżeli będziecie chcieli zrealizować jakiś program, będziecie potrzebować większości, by ta realizacja miała miejsce, by projekt przegłosować. Czyli  jednak jakiś układ trzeba będzie nawiązać…?

W takiej sytuacji będziemy lobbować, ale nie w kuluarach, tylko publicznie, jawnie i bez żadnych wątpliwości. Będziemy o nasze projekty walczyć. Mamy mandat od mieszkańców, którzy tego chcą i trzeba go po prostu wykonać. Jeśli się natomiast nie uda, to wszyscy będą o tym wiedzieli.  My naprawdę chcemy być przedstawicielami mieszkańców i nawet sądzę, że politykom będzie ciężko zaryzykować zrobienie czegoś wbrew woli mieszkańców. Blokowanie pomysłów mieszkańców to byłby strzał w stopę.

Jest jednak w Waszym programie coś, co ma bardzo dużo komitetów. Kwestia mieszkań. Cztery lata temu był pomysł zbudowania tanich mieszkań pod wynajem.

Tak. Mieszkania – wszyscy o tym mówią, wszyscy to wiedzą, ale mówią o tym od lat. Twarze tych co mówią są te same, zmieniają się tylko szyldy partyjne, ale co w związku z tym? Co zrealizowano? Dlaczego jest wszystko w planach, w budowie i przed wyborami…? My  wierzymy, że jesteśmy w stanie to zrealizować.  TBS ma w statucie budownictwo społeczne, tymczasem jest albo zarządcą nieruchomości, albo deweloperem, sam kupiłem mieszkanie po zwykłej rynkowej cenie. A powinienem mieć jakąś ulgę z racji tego, że tu mieszkam, pracuję,  płacę podatki.

Jak w takim razie Pana zdaniem ten problem budownictwa powinien zostać rozwiązany?

TBS buduje z własnych środków lub wspomaga się kredytem. Od miasta dostaje działkę, już tutaj  ma handicap i tę przewagę nad deweloperami, że może zrobić takie budownictwo taniej, po kosztach. Koszt wybudowania mieszkania jest dużo tańszy niż ceny mieszkań. TBS jeśli nie byłby zorientowany na zysk, bo na w nazwie słowo „społeczne”, to mieszkania mogłyby być zbudowane taniej. Oczywiście nie mogłyby zostać sprzedawane, byłyby tylko dla Kołobrzeżan, którzy tu pracują i którzy mogliby sobie te mieszkania spłacać. Nie mogą się one dostać w ręce obcych osób.  To jest realizacja właściwych celów.

Startuje Pan z okręgu nr 3. Patrząc z perspektywy mieszkańca, jakie potrzeby tutaj, w tym okręgu, muszą zostać zrealizowane lub co można zrealizować? To duży okręg. 

Potrzeby – można o nich mówić wiele, począwszy od takich najprostszych jak krzywy chodnik. Swoją drogą  to są rzeczy, o które powinny zadbać rady osiedlowe, a jakoś jest to zaniedbane. Ja nie wiem, czy Rady Osiedla nie mają siły przebicia, czy nie są wysłuchiwane przez Radę Miasta, czy się nie angażują – nie znam niestety jeszcze odpowiedzi, ale  jeżeli będziemy w Radzie Miasta, i jeśli ktoś powie, że tutaj dzieje się tak czy tak, to sprawy będą od razu załatwiane. Nie będą pisane interpelacje, nie będą naprawy przekładane bez końca, pewne sprawy trzeba po prostu bez czekania na odpowiedź wziąć i załatwić.

Takie małe rzeczy rzeczywiście powinny leżeć w gestii Rady Osiedla, jednak interpelacje radnych wskazują, że to właśnie radni bardzo często takie „drobnostki” załatwiają dla swoich wyborców. Może trzeba byłoby pomyśleć o rekonstrukcji tych rad. Tymczasem Pan wspomniał o drobnych sprawach, ale przecież na pewno jest wiele innych, poważniejszych spraw na tym terenie.

Oczywiście! Z większych rzeczy – osiedle Zamoście, na którym mieszkam, jest trochę zaniedbane infrastrukturalnie. Na naszym terenie przebiega obwodnica. I nic z tym nie zrobiono, by to wykorzystać, na przykład by zrobić strefę ekonomiczną. Tu można byłoby  prowadzić działalność, czy stworzyć warunki do jej otworzenia. Turystyki mamy wystarczająco dużo, trzeba ją trochę zrównoważyć z innymi gałęziami gospodarki, jak na przykład  e-commerce, gdzie wystarczy szybki Internet.  Miasto mogłoby poszukać inwestora, albo nawet zbudować za miejskie pieniądze jakieś miejsce, gdzie można byłoby wynajmować pomieszczenia dla działalności.  Świetnym przykładem firmy, która zrobiła karierę światową, jest Coffedesk. Światowy biznes na światowym poziomie zrobiony w Kołobrzegu.  Czyli można. Bardzo ich podziwiam, ale też uważam, że miasto mogłoby wspierać młodych przedsiębiorców, wręcz ich zachęcać do otwierania takich biznesów, bo nie każdy ma odwagę i możliwości, by się podjąć takiej działalności. Jeśli stworzymy warunki, możemy  stać się uniezależnieni od turystyki. Bo cóż mamy w tej chwili?  Kilka przetwórni rybnych, i sieć hoteli.  Otwórzmy się na drobnych przedsiębiorców.

Myślę, że wyszłoby to z pożytkiem dla każdego. Tymczasem poruszę sprawę, która jest dość istotna i leży właśnie w Pana okręgu. Chodzi o targowisko.  Z tym należy coś zrobić – i znów to słyszymy już od dłuższego czasu.

Jest projekt, który mnie się nie podoba, on nic nie wnosi. W projekcie mamy tylko stragany, które są zmienione na nowe, a można byłoby zrobić prawdziwą przebudowę, nie tylko kosmetykę. Nikt nie pomyślał o reorganizacji. Z parkingami w dzień targowy tam jest coś niesamowitego. Można byłoby pozyskać teren, i zbudować wielopoziomowy parking.

Parkingi to prawdziwy kłopot Kołobrzegu, to prawda. Znów – mówią o tym wszyscy.

Fajnie, że ruszono z parkingiem przy ulic Kamiennej, tam ma powstać parking wielopoziomowy, tylko dlaczego to trwało tak długo? Nasze miasto, jak planuje jakieś miejsca, to wszystko musi być przy ulicy. Inne miasta sobie radzą w ten sposób, że budują parkingi wielopoziomowe, dla niezmotoryzowanych również. Przecież u nas samochody jak stoją na chodnikach to nie dlatego, że tak sobie staną, tylko dlatego,  że po prostu nie ma miejsca. To nie jest żadna technologia kosmiczna, my to prostu planujemy takie rozwiązania zrobić. Naprawdę można wynaleźć projekty pięknych konstrukcji miejskich parkingów, zakryte zielenią czy z miejscem wypoczynkowym.

Wczoraj kandydat na prezydenta miasta, radny Ireneusz Zarzycki, właśnie wspomniał o tym, o czym Wy mówicie od dawna: o partnerstwie publiczno – prywatnym. 

Znam dobrze Pana Ireneusza bardzo długo, bardzo fajny człowiek i fajnie, że zwraca na to uwagę. Takie pomysły są na całym świecie, tylko u nas to robi się jakoś po cichu. Dlaczego to nie jest na zasadach otwartych, równych i jawnych? Wiemy od przedsiębiorców, że ich pomysły leżą w szufladach. Przecież można sprawić, by ktoś zainwestował środki, niech dostanie ulgę od miasta na jakiś dłuższy czas, niech zarabia, ale po okresie umowy wszystko przechodzi na własność miasta. A teraz jest tak, że sprzedajemy ziemię, która nie oszukujmy się, kiedyś się skończy.

Kończąc, nie sposób nie wspomnieć o tym, że właśnie w Pana okręgu jest ogromny wręcz ścisk, jeśli chodzi o kandydatów. Bardzo ciężka walka będzie tu o mandat…

Tak, startuje tu nawet kandydat na prezydenta… Cóż, wierzę w to, że osoby myślące i otwarte na nowe pomysły zauważą, że mamy otwarte umysły i nie jesteśmy z nikim powiązani. Ja sam jestem osobą, która nie ma układów, nie jestem z nikim powiązany, i takich ludzi Kołobrzeg potrzebuje.

Nie był Pan nigdy w żadnej partii – jak wszyscy członkowie Komitetu. Skąd takie zainteresowanie miastem, skąd chęć pracowania na jego rzecz…?

Nigdy nie chciałem się wiązać z polityką i uważam, że dalej się nie wiążę. Wybory samorządowe i samorządność wcale nie równa się polityka – samorządność, jakby rozbić to słowo na czynniki pierwsze oznacza, że mieszkańcy mają się rządzić się sami i aby wybierali spośród siebie. Niech młodzi tu rządzą, bez pociągania za sznurki, bez przyjeżdżania działaczy z centrum i klepania po plecach, damy sobie radę w Kołobrzegu sami. Ta polityka ogólnopolska psuje nam wiele, ten klimat i ta polaryzacja powoduje, że nie są wybierane ciekawe pomysły ani świeże rozwiązania, tylko że jest wybierana opcja A lub opcja B, w zależności od tego, jakie są trendy ogólnopolskie. W Kołobrzegu nie myśli się ani o mnie, ani o sąsiadach, a my będziemy gwarantem tego, że nie myśląc o stołkach dla siebie, będziemy myśleć o wszystkich mieszkańcach.

  • Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Żaneta Czerwińska