Można i trzeba coś zmienić - rozmowa z Remigiuszem Masiną, kandydatem nr 1 z okręgu nr 4

Można i trzeba coś zmienić - rozmowa z Remigiuszem Masiną, kandydatem nr 1 z okręgu nr 4

Zmiany w tegorocznych wyborach samorządowych spowodowały, że w całym mieście mamy cztery okręgi wyborcze. Jeden – ostatni – jest jednym z największych. Obejmuje strategiczne Podczele i osiedle “Ogrody”.  Wydawałoby się, ze te osiedla mają swoich dobrych reprezentantów, a czy jest tak naprawdę? O drobnych sprawach codziennych, jak zasłonięte znaki drogowe, turystach, imprezach typu “Nagle nad morzem”, historycznym znaczeniu Podczela, parkingu buforowym i całodobowej opiece dla zwierząt  rozmawiamy z Remigiuszem Masiną, kandydatem nr 1 z okręgu nr 4.  

Komitet Wyborczy Wyborców „Kołobrzeżanie” to nowość w lokalnym zarządzaniu miastem głównie dlatego, że nie jesteście partią polityczną. Mówicie o sprawach, które są bliskie każdemu mieszkańcowi okręgu, który zamierzacie reprezentować. Jak mieszkańcy zapatrywali się na Wasze propozycje, kiedy z nimi rozmawialiście?

Ludzie są przede wszystkim pozytywnie nastawieni do bezpartyjnego komitetu. Dla wielu było zaskoczeniem, ze nie reprezentujemy żadnej partii. Podczas rozmów niektórzy wypytywali o różne rzeczy. Mieszkańcy pokazywali drobnostki, jak znak przejścia dla pieszych całkowicie zasłonięty gałęziami. Na takie rzeczy nikt nie zwraca uwagi na moim osiedlu, a wystarczy się przejść i wyłapie się ich mnóstwo. Przykład: budowa przy plaży. Jest znak zakazu ruchu i jest on łamany przez pojazdy ciężkie. Ludzie skarżą się na przykład, że muszą zabierać nogi z ławki, bo sprzęt ciężki może im przejechać po nogach. To są drobnostki, ale dla ludzi ważne. Żeby ruch pojazdów budowy był możliwy potrzebne jest sporządzenie projektu tymczasowej organizacji ruchu, a następnie zmiana oznakowania – w tym wypadku dołożenie tabliczki „Nie dotyczy pojazdów budowy”. Następnie należy podpisać z miastem porozumienie, gdyż ruch pojazdów ponadnormatywnych prawdopodobnie uszkodzi nawierzchnię, która nie jest dostosowana do ruchu takich pojazdów. W razie uszkodzenia drogi wykonawca jest zobowiązany do jej naprawy. Tam z założenia mają jeździć rowery i spacerować piesi. Kwestia słuchania mieszkańców.

Reprezentuje Pan okręg nr 4. Silny i trudny, zważywszy na kandydatów. Co spowodowało, że podjął Pan decyzję o startowaniu w najbliższych wyborach?

Stagnacja w sprawach związanych z mieszkańcami. Tu naprawdę nie myśli się o mieszkańcach. Po sezonie miasto się wyludnia, i tak naprawdę ja sam często czułem się intruzem mimo, że jestem mieszkańcem Kołobrzegu. W sezonie jest fajnie, a poza sezonem turysta wyjeżdża i gasi światło. Czas to zmienić.

Ten okręg to przede wszystkim Podczele. Jest Pan mieszkańcem tego osiedla, co przede wszystkim widzi Pan tu do zmiany? Takie z pewnością są konieczne.

Jak każdemu mieszkańcowi, na pewno przeszkadza nam droga dojazdowa. To nadal nie jest problem rozwiązany, a który kłuje w oczy już na samym początku. Droga ta zapada się cały czas. Do tej pory nieustannie tylko inwestowano, a takie działanie docelowo nic nie przyniesie. Trzeba zrobić nowy kosztorys, poprawną dokumentację projektową, i jeszcze to musi być potwierdzone dokładną analizą przez fachowca. I dopiero na takiej podstawie można rozpocząć budowanie nowej drogi.

No cóż, budżet miasta jak dotąd nie zauważał problemu i nie ma na tę inwestycję zaplanowanych środków. Ale przecież inwestycje nie muszą się opierać wyłącznie o budżet miasta.

Potrzebne nam są do tej realizacji środki z zewnątrz. Podczele to nie tylko sypialnia Kołobrzegu. Mamy tu ośrodki wczasowe, takie jak Mona Lisa, Bukowina, to tutaj trafiają uczestnicy Interfolku, w interesie miasta jest więc to, by zadbać o tę wizytówkę. Środki zewnętrzne plus wykorzystanie budżetu miasta i można taką inwestycję wykonać. Ona jest naprawdę potrzebna.

Zwłaszcza, że coraz częściej myśli się o nośnych imprezach w tej dzielnicy. W tym roku miał być festiwal „Nagle nad morzem” – szkoda, że się nie odbył, bo warunki do takich imprez są na tym osiedlu znakomite.

Żałuję bardzo, że „Nagle nad morzem” się nie odbędzie. Należy coś zrobić, by jak najwięcej festiwali w tym miejscu było. Lotnisko – potencjał marnowany od lat. Niewykorzystany teren, obecnie jest to bardziej lądowisko, a jest to przecież kawał miejsca do zagospodarowania. Można byłoby nawet scenę na stałe zamontować. Poza tym można przygotować pole campingowe i doprowadzić wodę, prąd na stałe, bo za każdą imprezą te media są ciągnięte przez jezdnię. To jest idealne miejsce na to, by duże imprezy tam się odbywały. Całość można byłoby oddać pod pieczę na przykład RCK, który powinien zachęcać artystów do różnych występów, powinien pomagać organizatorom. Kiedyś było trochę różnych imprez. Teraz o planach tylko słyszymy, a my chcemy zrealizować nasze cele.

Podczele jest miejscem historycznym. Pojawiały się już kiedyś głosy o gruntownym „przeczyszczeniu” tego osiedla z pozostałości, które na tym osiedlu można znaleźć. Niedawna ewakuacja osiedla pokazała, że i na plaży na wysokości osiedla jest wiele rzeczy typu niewybuchy, niewypały – czy o tym myślą mieszkańcy osiedla? Czy chcieliby je mieć oczyszczone?

Zbyt skomplikowany temat. Problem tkwi w wyszukiwaniu metali, jeśli chodzi o teren osiedla. Ze względu na to, że metali, które nie muszą być niewypałami czy niewybuchami może być zbyt dużo, to raczej nierealna sprawa. Obawiam się, że większość ewentualnie znalezionych metali to nie byłyby niewybuchy. Natomiast plażę tak, to można byłoby gruntowanie przeczyścić. Jeśli taka będzie wola mieszkańców, na pewno będziemy z nimi o tym rozmawiać i działać.

Jak już wspomnieliśmy, Podczele to niewykorzystany teren, jakim jest lotnisko. Niestety, dziś straciło swoisty urok, swoją wyjątkowość, bo z tego lotniska pozostał właściwie tylko plac.

Bardzo żałuję, że wyburzono hangary, bo to lotnisko miało swój charakter właśnie z nimi. A może trzeba było je jakoś zagospodarować…? Naprawdę dziwi mnie szybka decyzja o wyburzeniu. Było to wyjątkowe miejsce w całej Polsce, inne takie widziałem pod Chojną tylko. Ale cóż. Jeszcze można byłoby się pokusić o to, by wydobyć na światło dzienne sieć podziemnych tuneli, które podobno tam są. Z pomocą pasjonatów historycznych można byłoby je wyszukać i może choćby częściowo udostępnić. To jest historia, a historii nie powinno się niszczyć.

I szczególność Podczela można byłoby dzięki historii zachować. Oczywiście. Niemniej okręg nr 4 to nie tylko Podczele, to również Ogrody. I problem, który mają wszyscy mieszkańcy: parkingi…

Ten problem może rozwiązać parking buforowy, gdzieś na przykład w okolicy Bastionu. Można byłoby wtedy postawić samochód, a darmową komunikacją dostać się do centrum miasta. Na osiedlu Ogrody jest wybudowany parking, ale mieści się on przy ulicy IV Dywizji Piechoty, i trzeba pokonać spory kawałek drogi, by do niego się dostać. Tymczasem parkingi powinny mieć miejsce przed budynkiem, jak najbliżej miejsca zamieszkania.

Pana okręg ma teren, który jest w centrum uwagi inwestorów, którzy chcieli wybudować przy Wschodniej coś w rodzaju oceanarium na wzór tego we Wrocławiu. Nawet radni wybrali się na wyjazdowe posiedzenie, by zobaczyć tę inwestycję. Jednak większość inwestorów opiera swoje pomysły o ziemię, które miasto miałoby im przekazać. Jak Pan postrzega partnerstwo publiczno – prywatne? Na jakich zasadach Pana zdaniem powinno ono funkcjonować?

Przede wszystkim musimy pamiętać, że ziemi nam nie przybywa, a więc nie powinniśmy jej wyprzedawać czy też rozdawać. W umowie przy inwestycji na terenie należącym do miasta należałoby zabezpieczyć warunki, na jakich miałaby ona być przekazana. Nie wolno oszczędzać na takich rzeczach jak dobra opieka prawna. Jestem jak najbardziej za partnerstwem publiczno –prywatnym, ale nie za wyprzedażą ziemi.

Wiem, że jest Pan również miłośnikiem zwierząt, posiadaczem psa i kota, i dla nich również ma Pan w swoim programie specjalny punkt, jakim jest opieka weterynaryjna…?

A dokładnie: pogotowie weterynaryjne. Rozmawiałem wstępnie z lekarzami weterynarii i wiem, że jest to jak najbardziej możliwe. Mamy opiekę w nagłych wypadkach, dla dzikich zwierząt, a nie mamy systemowej opieki dla naszych podopiecznych. A powinna ona być na takich samych zasadach jak na przykład apteki, by dyżur był całodobowy. Nie jest ważne, czy lekarz będzie miał zgłoszenie, czy nie, ważne by był pod telefonem i miał za to płacone. Mamy przecież wielu właścicieli psów czy kotów, czy innych pupili, którzy kiedy zachorują, nie mają możliwości otrzymania natychmiastowej opieki. Można, i da się to zmienić.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Żaneta Czerwińska