Prezydencka przeszłość i bliska przyszłość, czyli wybory przed nami

Prezydencka przeszłość i bliska przyszłość, czyli wybory przed nami

Rejestracja komitetów wyborczych za nami. Część osób, ogólnie przeglądających zarejestrowanych kandydatów, pewnie powie: znów te same osoby. Ale niezupełnie można się z tym zgodzić.

Do gry wkroczył Zbigniew Błaszczuk. Dla przypomnienia: były prezydent. Oj, pamiętne to były czasy rządów prezydenta Błaszczuka, a kto chce, może poszukać w naszym archiwum – w zakładce „Samorząd na przełomie wieków”. Przypomnijmy pokrótce charakterystykę prezydenta Błaszczuka z tamtych lat.

Był raczej despotycznym prezydentem, ale za jego rządów mieliśmy sporo tematów do pisania. Sławne powiedzenie radnej Jadwigi Maj: – Jeśli nie chce pan siebie obejrzeć, proponuję siebie odsłuchać – do dziś wywołuje uśmiech. Radny Kazimierz Kędzierski, przedstawiając krótką charakterystykę wtedy jeszcze kandydata na prezydenta wspomniał, że – jest to człowiek całkowicie oddany obowiązkom społecznym, aktywny, rzeczowy, znacząca postać z inicjatywą, chociaż posiada pewne ułomności charakteru. Radny nie omówił szerzej, jakie to „ułomności”, niemniej kandydaturę tę poparł cały klub radnych SLD oraz AWS. Tak, taka koalicja była, a prezydenta wtedy wybierała Rada Miasta. Prezydent Błaszczuk wybrany został głosami 17 radnych. I nie był łatwym w kontaktach, potrafił – wykorzystując sprzyjających sobie dziennikarzy – bezlitośnie atakować tych, którzy byli mu przeciwni.  Sama niejednokrotnie padałam ofiarą pomówień czy też barwnych opowieści podczas prezydenckich audycji radiowych. Ale nie ja jedna, radni mieli więcej kłopotów.  Tuż po wyborze na prezydenta miasta nastąpiły zmiany w prezydium Rady i Zarządzie Miasta, stanowiska obsadzono przez członków SLD lub ich zwolenników z całkowitym pominięciem koalicjantów. – Nie ma partnerstwa w związku, gdzie tylko jedna strona ma monopol na rację, nie znosi dyskusji ani sprzeciwów. To nie partnerstwo, to dyktat, panie prezydencie! – mówiła podczas tej pamiętnej „wymienialnej sesji” ówczesna Przewodnicząca Danuta Adamska – Czepczyńska, składając rezygnację. – Wielokrotnie tu już wymieniany chcę powiedzieć jedno: prawda w oczy kole. Zawsze mówiłem prawdę, być może czasem jestem zbyt bezpośredni – mówił Z. Błaszczuk. Więcej w artykule:  Władza w rękach SLD

To za jego czasów sprywatyzowano SZOZ-y, co było dość głośną sprawą w tamtym czasie. Interpelacje dotyczące naruszania prawa w związku ze zlecaniem druków firmie poligraficznej, której właścicielem był syn prezydenta, poruszał radny Krzysztof Legun. O prawdopodobnych wyjazdach na targi poligraficzne za pieniądze podatników mówił na antenie Radia Kołobrzeg Sebastian Karpiniuk. Szerzej w artykule: Żona Cezara…  na urlopie?

Podobnie wiele problemów sprawiała sprzedaż działki na targowisku przy Trzebiatowskiej. To prezydent Błaszczuk dążył do jej sprzedaży. – Opozycja działa na zasadzie „im gorzej, tym lepiej” – odpierał zarzuty prezydent miasta. – Pan prezydent pracuje jako wszechwiedzący geniusz i reszta, która nie wie, o co chodzi – replikował radny Henryk Bieńkowski. Dyskusję nad budżetem miasta prezydent potrafił nazwać „corocznym rytuałem”, ale Sebastian Karpiniuk miał również barwne wypowiedzi do prezydenta Błaszczuka:- Zarząd Miasta umie pokrywać braki kredytem, innych sposobów nie ma! Błaszczyk przypiął kulę u nogi, ale Zarząd Miasta skłania się ku betonowym skarpetom!

W toku kadencji nawet radny Andrzej Heciak potrafił powiedzieć: – Został pan prezydentem jednym głosem, i to niestety dzięki mojemu głosowi! Ubliżył pan mnie, moim kolegom, bo mamy zastrzeżenia do budżetu zupełnie z innego powodu. Pan myli służbę dla społeczeństwa ze służbą wojskową!

Niestety, ówczesny prezydent Błaszczuk bywał niemal ostry, nawet na granicy brutalności w swoich wypowiedziach. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych była: – Zawsze będę mówił udokumentowaną prawdę bądź też wyrażał swoje opinie, do których mam prawo. Nie zamkniecie mi ust. Ja nie występuję po to, by się z wami zgadzać, to wy między innymi walczyliście o wolność słowa.

Mimo swej brutalności, był znany z powiedzonek. Koalicję, która się rozpadła, określił mianem „małżeństwa z rozsądku”, dodając: – on z ulgą przyjął to, że ona zrywa. Stawia to nas w łatwiejszej sytuacji. Ustępując, powiedział: Kołobrzeg to nie worek ziemniaków, który się przekazuje bez niczego. Tak, niewątpliwie prezydent Zbigniew Błaszczuk był barwną postacią, ale czy dobrym prezydentem? Mimo trudnej nazwijmy to  współpracy podczas prezydentury, zapraszałam już radnego Błaszczuka do swoich audycji, pracując jeszcze w TKK. Jako radny Zbigniew Błaszczuk był jedyny w swoim rodzaju. Zawsze wyłapał błąd, zawsze znalazł racjonalne uzasadnienie jego usunięcia. I przypuszczam, że doskonale Zbigniew Błaszczuk wie, że prezydentem w wolnych wyborach nie zostanie, ale radnym – z pewnością. Co czyni przyszłą Radę Miasta bardzo intrygującą.

To było spojrzenie w przeszłość, teraz – przyszłość. Wracam tu do ostatniego felietonu, a właściwie jego zakończenia, kiedy to wspominałam, że czekam na pustą jeszcze ławkę nowych kandydatów. Zaskoczeniem dla wielu osób okazał się Komitet „Kołobrzeżanie”. Zaskoczeniem większym, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, a od kogo dowiedziałam się o zarejestrowaniu tego Komitetu mówić nie mam zamiaru. Kim są? Miejmy nadzieję, że dadzą nam się poznać z jak najlepszej strony, ale już teraz można powiedzieć, że ich największym atutem jest jakikolwiek brak powiązań z dotychczasową polityką. Chcą po prostu działać dla miasta. Niezależnie. Nic więc dziwnego, że jako przedstawiciel mediów całkowicie niezależnych zainteresowałam się tym projektem od samego początku. I uważam – a lokalną politykę śledzę od niemal ćwierćwiecza – że mają ogromne szanse. Dlaczego? Dlatego, że nie myślą, jak politycy. Żyją w mieście, znają sprawy najbliższego osiedla, od lat wielu z nich jest obserwatorami lokalnego samorządu, myślą po prostu tak, jak zwykli Kołobrzeżanie. Większość ma swoją pracę – nie pchają się po apanaże i stanowiska. Nie grożą nam targi o intratne stanowisko dla żony czy dla swoich popleczników. Nie grożą nam układy i targi o władzę. I przede wszystkim: to nie jest partia i na dobry początek to jest największy kapitał początkowy.

Wybory bywają trudne. Czasem wybieramy coś, co wydaje się fajne, słuszne i dobre. Czas to weryfikuje. Na szczęście pewne błędy da się naprawić, przynajmniej raz na cztery lata. Teraz na pięć, więc nasze wybory muszą być poprzedzone dobrymi przemyśleniami. Warto jednak czasem podążać za głosem serca, instynktu, sympatii, gdyż tak – to są wybory naszych przedstawicieli. Naszych, nikogo więcej. My ich wybieramy i nasz głos ma znaczenie. Warto dobrze poznać każdego, kto ma nas reprezentować, by świadomie oddać głos. Ważny głos.

I na koniec podsumowanie: rzadko kiedy, przeglądając zarejestrowane komitety, uśmiecham się sama do siebie. Właściwie zdarzyło mi się to w takiej sytuacji po raz pierwszy i nie tylko dlatego, że zarejestrował się Komitet „Kołobrzeżan”. Bardziej ironicznie dlatego, że wśród komitetów w gminie, konkretnie w Grzybowie, jest jeden o nazwie: „Gmina Nierównych Szans”. Hm… Znaczy: taka jest, czy taką ten komitet ma stworzyć…? A może pozostawmy to bez komentarza.

Żaneta Czerwińska

 

2 Comments
  1. Oho, ktos tu probuje lansowac Kolobrzezan, ktorzy sa powiazani z kolobrzeskimi dziennikarzami.

    1. A w jaki sposób niby “powiązani”?

Comments are closed.