Dogonimy zachód, czyli „epoka powietrza” według  Lecha Wałęsy

Dogonimy zachód, czyli „epoka powietrza” według  Lecha Wałęsy

W sali konferencyjnej Urzędu Miejskiego odbyło się spotkanie z przebywającym w Kołobrzegu na wczasach byłym prezydentem RP Lechem Wałęsą. Z właściwym sobie poczuciem humoru noblista odpowiadał nawet na niewygodne pytania.

– Walczyłem o to, by oczyścić Polskę z sowieckich wojsk, to był mój główny cel – stwierdził Lech Wałęsa na początku spotkania.  – Za czasów naszego życia zaczyna się nowa epoka, którą nazwałem epoką „powietrza”, gdyż mamy internet i komunikację satelitarną. Do końca dwudziestego wieku była to epoka „ziemi”. Z jednej strony mamy teraz wielkie możliwości, z drugiej wielkie kłopoty. 

Prezydent zapowiedział zebranym, że umówione spotkanie ma trwać godzinę i jeśli nie będzie żadnych pytań, to ma przygotowane w zanadrzu ponad sto przemówień, które „w razie czego” może wygłosić, czym wywołał zrozumiały uśmiech na twarzach zebranych.

– Poddałem się medykom, choć nigdy nie byłem w sanatoriach – wyjaśnił główny powód swej wizyty w naszym mieście. – Teraz mam za dużo zmian klimatycznych, dużo jeżdżę po świecie i choć miałem nie uczestniczyć w żadnych spotkaniach, to nie mogłem jednak odmówić. Dzieje się tyle rzeczy, że nie wolno mi było postąpić inaczej. 

Jedno z pierwszych pytań  dotyczyło stosunku Lecha Wałęsy do wypowiedzi parlamentarzystów odnośnie osoby Leona Kieresa, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.

– No cóż, do dzisiaj nie ma agentów z 1410 roku. Najwięksi złoczyńcy są już  na tamtym świecie, ale my musimy robić tak, by jutro nas nikt tak nie urządził. Po to jest potrzebna czysta karta. Prezes nie jest powolny, ja też chciałem zrobić wiele rzeczy szybko, ale tak się nie da. W systemie prezydenckim może byłoby to możliwe, ale mamy system parlamentarny i szybciej działać nie można. 

Były prezydent zachęcał zebranych do większej aktywności w życiu politycznym każdego miasta. Odnośnie bezpośrednich wyborów prezydenta wyraził obawę, że może zaistnieć zjawisko korupcji.

– Może potrzebna jest jeszcze jedna rewolucja? – zastanawiał się.

Nie pochwalał również zachowania niektórych posłów w sejmie, zwłaszcza odnośnie Andrzeja Leppera:

Był okres walki lewicy z prawicą. Dziecko, które urodziło się z tej walki to Lepper, ale nie dajcie mu się leczyć. To jest dziecko populizmu. 

Koncepcja utworzenia województwa środkowopomorskiego nie jest zgodna z jego planem:

Miałem koncepcję, aby utworzyć cztery województwa albo osiem, nic więcej. Miały być tak dobrane, aby się uzupełniały. Teraz trzeba coś zrobić, bo nie ma tu logiki ani ekonomii. 

Z perspektywy czasu nie najlepiej ocenia budowę nowego systemu kapitalistycznego w naszym kraju:

– Ja miałem inne pomysły. Miałem w planach dwie kadencje, więc w pierwszej zająłem się sprawami zewnętrznymi. Wyłożyłem się. Mój plan działania nazwałem „planem Marshalla nowej generacji”. Cieszyliśmy się z tego, że Układ Warszawski się rozwiązał. To było wspaniałe, ale trzeba było wykorzystać zachód, by nam pomógł. Ta koncepcja nam się nie powiodła. Kiedy nie chciałem podać ręki mojemu konkurentowi, to nie dlatego, że się obraziłem tylko dlatego, że on zabierał nam pięć milionów. Sto lat nie będzie prezydenta, który tyle załatwił dla kraju co ja. Ja miałem koncepcję, w której zachód mnie nie wyślizgał, a zarobił- to trzeba było na nim wymusić. 

Na pytanie, czy przewidział w naszym kraju tak ostry kapitalizm i pamperyzację społeczeństwa.

– Nie. Miałem pomysły – te sto milionów dla każdego  to miał być efekt prywatyzacji. Zostałem jednak wypchnięty i nie mogłem tego zrealizować. Liczyłem, że weźmiemy sprawy w swoje ręce – każdy na tym, na czym się zna. Jednak ludzie mieli za dużo swoich problemów, nie mogli się zaangażować. Ja nie miałem ludzi, miałem pomysły ale przecież trafiłem z warsztatu na prezydenta i bardzo liczyłem na grupy społeczeństwa. 

Jeden z obecnych na spotkaniu wytknął prezydentowi pychę, kiedy porównał rozwiązanie przez siebie sejmu  do tego, co zrobił marszałek Piłsudski.

– Gdybym miał zrobić wszystko jeszcze raz, zrobiłbym to samo. Pan tego tutaj nie czuł, ale tam na górze już było widać walkę o fotele i stanowiska. Nie było już żadnej szansy na zrobienie czegokolwiek. Nie mogłem pozwolić, by Polska wybuchła. Nikt nie chciał porozumienia, wykorzystałem wszystkie możliwości. Było widać, że system przegrał  na całej linii. Ja musiałem podjąć decyzję, bo brak jakiejkolwiek decyzji rozwaliłby Polskę. 

Z sali padło pytanie, kiedy prezydent Wałęsa był w kopalni „Wujek” – tablica pamiątkowa datowana jest na dzień 28 grudnia, a jego kadencja skończyła się w wigilię, a więc parę dni wcześniej.

– Nie miałem z czym do nich pojechać. Rozwój sytuacji nie był dla mnie satysfakcjonujący. Mam swój honor. 

Zebrani chcieli wiedzieć, o co chodziło z „lewą nogą” prezydenta:

– Sam postanowiłem pójść na spotkanie z OPZZ. Tam mnie złapała telewizja i stąd się wzięła ta „lewa noga”! Tak samo jak z tą drugą Japonią. Ci, co umieli myśleć wiedzieli, że ja daję sygnał, że kończy się system. 

Kłopotliwym pytaniem dla prezydenta Wałęsy było również zagadnienie dotyczące Mariana Krzaklewskiego:

– Po pierwszym zwycięstwie proponowałem, aby zmienić sztandar „Solidarności”. Związek był zwycięski, ale można było go zostawić i może wrócić do niego później. Związek miał za zadanie być władzą wykonawczą mógł kontrolować. Marian chciał inaczej. Próbował zastąpić demokrację, zarżnąć parytety. Chłopcy zapłacili wysoką cenę, zgubili lejce, stracili przewodzenie i wycofali się. Są ludzie do walki i są ludzie do pracy, tu potrzeba ludzi pracujących na wierzchu, nie pod stołem. 

Prezydent nadal jest pełen optymizmu i zapowiada walkę w wyborach prezydenckich.

– Mamy szansę żyć w normalnym kraju. Dogonimy ten zachód! Trzeba tylko rządzić mądrze, wybierajmy więc mądrze. Popatrzmy, kto jest rozsądny. Szans w wyborach prezydenckich nie mam, ja nie bardzo nadaję się do systemu parlamentarnego, ale będę nadal przemycał tematy dla Polski. Prawica na pewno przejmie władzę, pytanie tylko – kiedy. Myślę, że gdzieś tak do dziesięciu lat.

Żaneta Czerwińska 

GK, marzec 2002r.