Niemal jak pegeerowską "bonanzą"

Niemal jak pegeerowską "bonanzą"

W miniony poniedziałek mieszkanka Kołobrzegu, Pani Alicja, miała wątpliwą przyjemność jazdy kołobrzeskim autobusem miejskim linii nr 4. Przez zachlapane okna i ogólny brud nic nie było przez okna widać.  Zdenerowani pasażerowie nie wiedzieli, czy dojechali na właściwy przystanek, gdyż niewyraźnie docierała do nich informacja z głośnika. Ekstremalne doznania skłoniły Panią Alicję do wyrażenia swego oburzenia na portalu społecznościowym.

Głos z głośnika zapowiadał najbliższy przystanek ale wystarczyło, że czyjeś dziecko w wózku płakało i już nic nie było wiadomo. Starsze osoby w panice pytały mnie, czy już byliśmy na przystanku poczty, czy dopiero dojedziemy. Skandal!!!
Na szczęście jedynym rozsądkiem ze strony MKS bylo obdarcie z błota szyby przedniej kierowcy. Ten zaschnięty, niechlujny autobus zmierzał prosto pod Arkę, ośrodek w którym chętnie zatrzymują się obcokrajowcy. Wściekła do granic wytrzymałości wysiadając zapytałam kierowcy, dlaczego wyjechał czymś takim w trasę. Odparł, że to nie do niego te uwagi. Standardowa gadka, by się odciąć od zarzutów

  • pisze Pani Ala i jednocześnie pyta:

“Czy brakuje Wam środków czystości, czy raczej ludzi do mycia autobusów, czy elementarnego poczucia estetyki? Niech się MKS zastanowi, że pasażerowie z których czerpią zyski zasługują na szacunek i komfort jazdy. Czegoś tak obrzydliwego jeszcze nie spotkałam”. 

Słowa Pani Alicji potwierdził radny Ireneusz Zarzycki, który również zauważył brudne autobusy. Obiecał interwencję u prezesa.

W dyskusji odezwał się inny głos, który radzi… nie wsiadać do brudnego autobusu.

No cóż…

Fot. dzięki uprzejmości P. Alicji. Pozdrawiamy i życzymy jak najmniej takich wrażeń, a od radnego I. Zarzyckiego oczekujemy wyników interwencji.