Podpisali petycję - ale teraz nie żyją. Kolejne podpisy przeciw rozbudowie Urzędu Miasta.

Podpisali petycję - ale teraz nie żyją. Kolejne podpisy przeciw rozbudowie Urzędu Miasta.

To miało być zwykłe posiedzenie Komisji Prawa RM, analizujące projekty uchwał przed wtorkową sesją Rady Miasta w Kołobrzegu. Tymczasem do komisji wpłynął kolejny wniosek, podpisany przez około 400 osób, protestujących przeciwko rozważanej rozbudowie Urzędu Miasta. Wśród tych podpisów są dwie osoby nieżyjące, a niektórzy “nie pamiętają”, że coś podpisywali. 

Rzeczone pismo stwarza od początku problem w kwestii formalnej. W prostych słowach – nie można go zakwalifikować jako petycję, gdyż w pojęciu ustawy o petycjach nie spełnia wymogów formalnych.

Petycja powinna zawierać:

1)oznaczenie podmiotu wnoszącego petycję; jeżeli podmiotem wnoszącym petycję
jest grupa podmiotów, w petycji należy wskazać oznaczenie każdego z tych
podmiotów oraz osobę reprezentującą podmiot wnoszący petycję;
2) wskazanie miejsca zamieszkania albo siedziby podmiotu wnoszącego petycję
oraz adresu do korespondencji; jeżeli podmiotem wnoszącym petycję jest grupa
podmiotów, w petycji należy wskazać miejsce zamieszkania lub siedzibę
każdego z tych podmiotów;

– informuje ustawa o petycjach  z dn. 11 lipca 2014 roku. W piśmie, które wpłynęło do biura RM, nie spełniono tych wymogów. Nie zawiera ono również jasnych przesłanek, głównego przekazu, czego dotyczy, w treści bowiem podpisani protestują przeciwko rozbudowie Urzędu Miasta oraz zajęciu pod jego budowę Skweru Pionierów, a także… chcą “mniej urzędników w Kołobrzegu”.  Pismo nie zawiera również adresata. W głównej mierze inicjatorem podpisów i osobą składającą pismo jest radny Henryk Bieńkowski, były prezydent miasta.

Błędy formalne występują również wśród podpisów. Brakuje albo adresu, abo podane jest samo miasto oraz imię i nazwisko. Wśród podpisów są dwie osoby zmarłe, to jednak jest spowodowane tym, że zbieranie tych podpisów rozpoczęło się ponad dwa lata temu i tak się nieszczęśliwie złożyło. Niepewne są również osoby, które dziś nie przypominają sobie, aby coś takiego podpisywały.

Całość trudno w myśl ustawy zakwalifikować jako petycję, a co za tym idzie, nie może procedowane podczas sesji i nie zakończy się podjęciem stosownej uchwały. Decyzję ostateczną jednak podejmie Rada Miasta.

-Dla nas ważna jest opinia mieszkańców. Nie chciałabym, aby mieszkańcy myśleli, że rzucamy im kłody pod nogi, jednak jest tu sporo błędów formalnych. Nam zarzucano, że przy projekcie posługiwaliśmy się opinią turystów, natomiast tutaj są również podpisy mieszkańca Koszalina, Wrzosowa Dygowa i moje oburzenie budzi fakt, że pan Bieńkowski posługiwał się podpisami osób, które w Kołobrzegu nie zamieszkują – mówi sekretarz miasta Ewa Pełechata.

Sekretarz podkreśla, że należy uszanować opinię tych osób i wziąć je pod uwagę, jednak urzędnicy muszą działać w myśl prawa. Najpierw złożonym pismem zajmie się Komisja Prawa już w poniedziałek. W jakiej formie trafi to pismo – i czy w ogóle – na wtorkową sesję Rady Miasta, poinformujemy po jej posiedzeniu. (tacz) 

fot. e-kg.pl


Komentarz: Sprawa rozbudowy budynku Urzędu Miasta staje się powoli sprawą pilną. Przypomnijmy, że część pomieszczeń – w tym obsługa osób niepełnosprawnych – mieściła się w wynajmowanym od ZUS budynku. Teraz urzędnicy muszą pomyśleć o nowym rozwiązaniu, w dodatku jak najszybciej. Dziwnym staje się argument o rzekomej “zabudowie” Skweru Miast Partnerskich podczas, gdy znaczna część sąsiedniego Skweru Pionierów ma zostać zajęta przez budowę pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej. I w tym przypadku nikt nie pytał o zgodę mieszkańców mimo wyraźnego sprzeciwu samych pionierów. Przeciwnikom rozbudowy Urzędu można również przypomnieć, że niegdyś ten cały obszar był zabudowany, a teraz dominująca zieleń nie przestanie pełnić swej roli, a wręcz przeciwnie.

Dziwnie się dzieje w mieście, gdzie miejsce na pomniki znajduje się bez problemu, zaś urząd, w tym obsługa niepełnosprawnych, ma pozostać w głębokim średniowieczu.

Żaneta Czerwińska